Dziś o 2-giej w nocy miałem jechać autem na urlop nad morze. Z przyczyn losowych nastąpiła konieczność zmiany planów w ostatniej chwili. Położyłem się ponownie spać tyle, że sen nie chciał już nadejść…
Psychicznie nastawiłem się przecież na pokonanie ok. 700km.
Przewracając się w łóżku z boku na bok stwierdziłem, że wyskoczę na rower zobaczyć wschód słońca. Jak pomyślałem tak zrobiłem J
Sprawdziłem szybko w kalendarzu o której godzinie słońce dziś wschodzi i jazda.
Jedynym wzniesieniem w okolicy jest most nad autostradą więc tam właśnie pojechałem.
Pierwsze wrażenie cisza i spokój. Tylko pojedyncze samochody pędzące po autostradzie (niektórzy pewnie nad morze , eeeh…) Na wschodzie tuż nad horyzontem niebo mieni się w odcieniach czerwonego / różowego.
Pokręciłem się kilkanaście minut z aparatem, myślę sobie:
jeszcze kwadrans i będzie 5 rano a słońca nie widać pewnie wyszło za chmurami L
No to hyc na rower i kręcę sobie wzdłuż autostrady, po jakiś 5 -7 minutach nagle nad drzewami na horyzoncie wychyla się rąbek czerwonej tarczy…
Kurcze trzeba łapać za aparat ale akurat byłem w miejscu gdzie widok do focenia był dość kiepski. No to jazda z powrotem na most…
Słońce wschodzi bardzo szybko po kilku minutach już cała tarcza widoczna jest nad horyzontem. Ale się dałem wykołować :P
Oto kilka fotek z porannego wypadu.




Przy obecnych wysokich temperaturach poranna przejażdżka na rowerku to rewelacyjna sprawa. Wprawdzie godzina dość "barbarzyńska" ale naprawdę warto!!! Polecam Airline.

| « poprzednia | następna » |
|---|
Jazda o wschodzie słońca :)

