BikeFama społeczność wszystkich rowerzystów

Jesteś tutaj: Start

Kocierz, Żar i 140km na koniec sezonu

Już od dłuższego czasu pogoda nas zbytnio nie rozpieszczała i jakoś nie zauważyłem u siebie chęci pokonywania dłuższego dystansu w deszczu.

Aż przyszła sobota (14.11) dając suchą drogę i ponad 10st.

 

Piątek wieczór- mając nadzieję, na ładną pogodę w sobotę, próbuję kogoś zwerbować na dłuższą przejażdżkę. Jednakże do kogo nie pisałem, ten albo zajęty albo niechętny.

Więc pojechałem sam..

 

Sobota, 10:19 wyjazd. Kierunek Kocierz.

Pogoda- cód miód. Cieplutko, bezwietrznie. Spokojnie wystarczyła lekka kurtka, rękawiczki bez palców, nogawki...

Droga do Andrychowa (ok 40km od Chrzanowa) przebiegała bez problemów i po półtorej godziny znalazłem się w centrum.

W Andrychowie, czego bym się nie spodziewał, olbrzymie korki, więc już nigdzie nie zajeżdżałem, tylko jechałem w stronę gór.

Droga przez Sułkowice i Targanice, przed podjazdem na Przełęcz Kocierską, była ciężka... a winę zwaliłbym tu na "halny" ;D wiejący od Beskidu.

 

U podnóża góry chwila przerwy, i ruszamy mierząc czas, w jaki wyjadę na Przełęcz.

Im wyżej podjeżdżam, tym więcej śniegu na poboczach. Droga miejscami śliska i mokra. Na wysokości Przełęczy Koierskiej (718m npm) tego śniegu było już kilka centymetrów.

Czas w jaki pokonałęm podjazd to 21min 10sek. Co prawda nie był to mój rekord (16:56), ale i tak byłem zadowolony. Poprzednim razem wyjeżdżałem tam w wakacje, przy dużo lepszej pogodzie. No i w ogóle więcej czasu wtedy poświęcałem jeździe. Zadania nie ułatwiły mi także inne opony, w sumei o 0,5kg cięższe od poprzednich i o większym oporze toczenia.

 

Ale i tak byłem zadowolony ;)

 

Będąc na samej górze miałem 2 opcje:

-zawrócić do Andrychowa i dotrzeć do domu (ok 100km)

-jechać dalej tą drogą i dojechać na Żar (ok X km)

 

Wybrałem opcję drugą, w nadziei, że dobrze zapamiętałem mapę i nie będe musiał z powrotem targać pod Kocierz.

 

Jazda w dół przez Kocierz Moszczanicki i Rychwałdzki, jak zwykle jak to jazda w dół, była cakiem przyjemna. Z tym, że im niżej, tym zimniej i wilgotniej, ale da się przerzyć ;).

Jakiś czas jechałem wzdłuż rzeki o nieznanej mi nazwie. Po pewnym czasie dojechałem do bardziej zabudowanej strefy i po lewej stronie ukazał mi się piękny widok na Babią. Cód miód. Żałowałem, że nie mam aparatu lepszego niż w telefonie.

Jeszcze kilka kilometrów i znalazłem się nad Jeziorem Żywiecki i wjechałem na obrzeża Żywca.

Jazda przy jeziorze była bardzo przyjemna, tym bardziej, że akuratnie ruch był nieduży. 

 

Szybko przejechałem przez Tresną i Czernichów, wjechałem do Międzybrodzia Żywieckiego, mijając jakiegos  zawodnika z JBG i zacząłem się wspinać na Żar.

Łatwo nie było, śniegu coraz więcej, droga częściej mokra. Chwila przerwy.

Wyjechałem pod zbiornik, zawróciłem i zjazd. Z początku powoli co by sie nie zachlapać jak świnia. I mnie 2 gości wyprzedziło. No tak nie może być... i długa ;D, juz nie zwracając uwagi na strumyki na drodze czy zalegający śnieg.

Jeden poszedł gładko, drugi był nieco szybszy.. za szybki. Na tyle za szybki, że nie zdołał wyprowadzić roweru na dość ostrym zakręcie i pokonał go ślizgając się po poboczu. Ale pełen podziw- pokonał zakręt gdzieś 130st. na ręce, nodze i Bóg wie czym czym jeszcze i jakby nigdy nic, bez większego wysiłku podniósł się do pionu i się zatrzymał. Szacun. Miał sporo szczęścia bo na tej wysokości było jeszcze z 10-20cm śniegu.

 

Zjechałem szybko do Międzybrodzia. Była dokładnie 15:00. Do domu około 60km. Trzeba się będzie sprężyć. W dodatku im niżej tym zimiej. Droga prowadzi przy Jeziorze Międzybrodzkim i rzece Soła, także to też nie podnosi temperatury.

Droga do Oświęcimia praktycznie cały czas prosta, tylko na rondzie bodaj w Kobiernicach trzeba było odbić w prawo. I znowu cały czas proto. Koło 16:00 już praktycznie ciemno. Zmęczenie coraz bardziej daje się we znaki a do domu jeszcze około 40 kilosów. Co jakiś czas chwila przerwy dla rozprostowania nóg. W jednym sklepie zaopatrzyłem się w kilka batonów i butelkę koli. Zjadłem 3 i jade dalej. Jakoś nie pomogło za bardzo. Myślę sobie byle do Oświęcimia dojechać. Za kilka kilometrów chwila zwątpienia i  znowu musiałem odpocząć. Skorzystałem z przystanku i się położyłem na ławeczne dosłownie na 5min. Zjadłem ostatniego Snickersa, wg reklamy "i jedziesz dalej" ;D, i pojechałem. Ten odpoczynek dostarczył mi dużo energi i prułem z dużo większą prędkościa. Znak 8km do Oświecimia dodał otuchy. Ciemno prawie zupełnie. Stan moich lampek gorzej niż marny. Z przodu tylko 2 diody ostrzegawcze.

W końcu wjechałem do Oświęcimia.. przyjemniej mi się zrobiło. Dużo cieplej, jasno.

Nie wiedziałem dokładnie, w którym miejscu wjadę, ale kierunkowskazy dokładnie wskazały mi drogę na każdym z 4 czy 5 rond.

Nie znam drugiego takiego miejsca, tak dobrze zorganizowanego pod względem komunikacji drogowej.

 

Wyjazd z Oświęcimia- ciemno zupełnie. 17km do Chrzanowa, ok. 20 do domu.

W tym miejscu chwila przerwy. Ok. godzina do domu. Patrzę na tel. a tu Keny poprawia nastrój, proponując na niedzielę wypad w góry z buta. Niestety nie udało sie wybrać, ale wtedy tego nie wiedziałem.

Jadę dalej.

Teraz myślę o tym żeby pokonywać kolejne fragmenty- Bobrek, wjazd do lasu, wyjazd z lasu, Libiąż, wyjazd z Libiąża, wjazd do Chrzanowa dojazd do domu. Jechało się całkiem dobrze. W lesie jedyne co widziałem to linie, czasem jeszcze samochody mi drogę oświetlały.

Dojechałęm do domu była 17:45. Wyniosłem rower na 4-te piętro i począłem odpoczywać.


Przejechałem około 140 km. Pokonałem 2 górki, 718 i 761m npm.

Czas całej wycieczki to 7h 20min jeśli dobrze liczę, zaś samej jazdy około 6,5h.


Nie jest to może jakiś niesamowity wynik, ale ostatni raz 100km zrobiłem w październiku.

Także jestem zadowolony.

Nie mam dokładnych danych z licznika, bo go nie miałem. Moje cudowne, bezprzewodowe cacko nie działa w temp. poniżej gdzieś 13st.

Pozdr ;)

Written by :
spons
Points: 20
 

Polecamy: portal społeczności dla miasta chrzanów i najbliższych okolic | wynajmij na imprezę limuzyny bydgoszcz | usługi Sprzątanie Kraków tanie i skuteczne, polecamy usługi fotograficzne fotografia ślubna tarnowskie góry i śląsk. Ćwiczenia jogi na śląsku Joga Gliwice i okolicach. A jeśli już jesteśmy przy temacie ćwiczeń to zobacz koniecznie klub sportowy katowice, zajęcia fitness, sztuki walki i relaksacyjne