Jeśli coś trwa 13 (słownie: trzynaście) godzin, ma średnią prędkość +/- 17 km/h, składa się z 8-10 osób, z których każda ma rower, to jest to wycieczka Biker Trzebinia na Leskowiec.
Na starcie “masówki” znalazło się dziesięciu śmiałków: keny, Annihilator, spons, matek, Jacek, Tomek, Wojtek, ketsi, rozwell i ja (pat). Zbiórka przy ławeczkach nad Zalewem Chechło o (wczesnej) godzinie porannej (czyt. 8.15) sprzyjała miłemu początkowi dnia. Później miało być już tylko lepiej.
Jak prezes keny obiecywał – tak było. Wyruszyliśmy przez Piłę Kościelecką, by po pokonaniu podjazdu pod Płazę zjechać do Wygiełzowa. Dalej skierowaliśmy się w stronę Zatora, gdzie zatrzymaliśmy się na dłużej. Ketsi cierpiała z powodu bolących kolan, których czucie po pewnym czasie całkowicie utraciła. Keny-dżentelmen zakupił dla niej maść, przez co w schronisku nie mógł pozwolić sobie na zakup strawy... Pocieszeniem było to, że ketsi pojechała z nami dalej, a keny pojadł (kilka godzin później) w wadowickiej Biedronce. Po kolejnych kilometrach jazdy zatrzymaliśmy się w Andrychowie, gdzie wspomogliśmy finansowo lokalny sklep spożywczy, wydając pieniądze głównie na izotoniki i wodę mineralną. W tym miejscu pożegnali się z nami ketsi & Wojtek (żałujcie!).
W ósemkę ruszyliśmy na Kocierz, by tam odbić na szlak i nacieszyć się górską jazdą. Podjazdu pod Kocierz nie mogę pominąć milczeniem, choćbym nawet chciała. Chlubne czasy wykręcili spons i keny (który sobie wszystko pieczołowicie notował). Mój czas będzie chlubny za rok. Pieszy szlak na Potrójną okazał się takim i dla nas, nie tylko ze względów (ekhem) oczywistych, ale też technicznych. Najpierw ucierpiała przerzutka kenego, ale chwała mu za dzielną z nią walkę. Wsparcie techniczne sponsa zostało wykorzystane w drodze jeszcze kilka razy, m.in. przy okazji pęknięcia ośki w rowerze Jacka, co poskutkowało wynalazkiem hulaj-roweru. Około godziny 15.00 dotarliśmy na szczyt Leskowca, skąd podjechaliśmy do schroniska celem uzupełnienia kalorii.
Po obiadku wybraliśmy niebieski szlak na Wadowice. Sporo kamienistych i stromych zjazdów utrudniało życie niezamortyzowanej, podczas gdy reszta miała zjazdową frajdę. Wspólna rowerowa zabawa eksplodowała w momencie przekraczania strumyczka szerokości 4-5 m. Woda pomogła przerzutkom kenego, ale też zmusiła nas do kolejnego przystanku – Anni przejął pecha po kenym i złapał dwa kapcie. Po akcji serwisowej, asfaltem zjechaliśmy do Wadowic, gdzie, jak już wspomniałam, zrobiliśmy sobie przerwę jedzeniową, a Jacka zostawiliśmy na łasce PKP. Szczęśliwcy (w liczbie 7), których rowery jeździły, skierowali się kolejno na Zator, Babice i Wygiełzów, skąd część udała się do trzebińskich, a pozostała część do chrzanowskich rezydencji.
A oto zdjęcie autorstwa Annihilatora:


Napisane przez Paweł, sierpień 03, 2010
Dodam, że mimo, że jakiimś cudem objechałem kenego pod Kocierz, to on mnie objechał pod Płazę, gdzie ja prawie zszedłem z tego świata
Keny, no to chyba musisz organizowac kolejne masówki, żeby pat miała co opisywać
| « poprzednia | następna » |
|---|
Masówka z BT na Leskowiec


I fajnie, bo dobrze napisana