BikeFama społeczność wszystkich rowerzystów

Jesteś tutaj: Blogi Mistrzostwa Europy w cieniu skandalu

Mistrzostwa Europy w cieniu skandalu

Nie dość, że Mistrzostwa Europy w kolarstwie górskim w słowackiej miejscowości Dohnany nie były zbyt udane dla polskich kolarzy pod względem sportowym to jeszcze odbyły się w cieniu afery, którą po raz kolejny zafundował Polski Związek Kolarski. Zdecydowaliśmy się upublicznić te wydarzenia i w tej sprawie wydajemy specjalne oświadczenie, bo nie możemy zostawić tej sprawy bez echa i patrzeć na kolejne skandale i afery w wykonaniu Polskiego Związku Kolarskiego. 
Do rzeczy. W lipcu przez nowego trenera kadry MTB mężczyzn Marka Galińskiego została opublikowana szeroka kadra na Mistrzostwa Europy w kolarstwie górskim. Polski Związek Kolarski
o wyborze nie poinformował samych zainteresowanych, a więc zawodników, czy nawet klubów,
w których na co dzień jeżdżą. Następnie szeroka kadra została uszczuplona do zawodników powołanych na ME. Kilku powołań, zwłaszcza wśród juniorów nie skomentuję. W szerokiej kadrze juniorów znalazł się nasz zawodnik – Wojciech Wiktor, który zajął 4. miejsce na tegorocznych Mistrzostwach Polski w kolarstwie górskim w Kielcach. Niestety zarówno on jak i brązowy medalista Sylwester Swat nie dostąpił zaszczytu znalezienia się wśród powołanych kosztem dwóch innych zawodników, którzy na Mistrzostwach Polski zajęli odpowiednio 5. i 13. miejsce. Pomijam jednak ten fakt, takiego wyboru dokonał trener. Każdy jednak myślę potrafi dokonać odpowiedniej analizy, dlaczego taki, a nie inny wybór… Polskiej ekipie w kategorii juniorów przysługiwał limit ośmiu zawodników, który mogliśmy wykorzystać, ale zapewne z powodów finansowych postanowiono
go jednak nie wykorzystywać, bo przecież po co dać możliwość naszym zawodnikom zdobycia doświadczenia i rywalizacji z najlepszymi zawodnikami z całej Europy? Nie mniej jednak PZKol łaskawie dał zawodnikom okazję wystartowania na własny koszt lub klubu. Nie zastanawialiśmy się długo i od razu zapewniliśmy naszego zawodnika, że sfinansujemy mu udział w imprezie. Zawodnik jako pierwszy z juniorów na ponad dwa tygodnie przed imprezą potwierdził w niej swój udział na własny koszt osobie odpowiedzialnej za juniorów, Panu Michałowi Krawczykowi. Jedyne co gwarantował PZKol to strój…

Nasz zawodnik bardzo przeżywał start w tej imprezie i z pewnością z niecierpliwością jej oczekiwał, a my byliśmy dumni, że mamy swojego reprezentanta na Mistrzostwa Europy. Wojtek wyjechał na Słowację już dwa dni przed startem, w środę 3 sierpnia z ekipą z Wielkopolski, która również zdecydowała się na start w ME na własny koszt. Jakież zdziwienie mnie ogarnęło gdy
w czwartek na dzień przed imprezą odebrałem telefon od Wojtka, który przekazał mi informację,
o tym że nie ma go na liście startowej wśród juniorów, pomimo iż potwierdzał start na własny koszt jako pierwszy z zawodników! Od razu postanowiłem zainterweniować w tej sprawie
i skontaktowałem się z osobą odpowiedzialną za szkolenie w PZKolu, z Panem Pawłem Meszką, który stwierdził iż zawodnik nie potwierdzał startu, bynajmniej on taką informację otrzymał od Pana Michała Krawczyka. Poprosiłem grzecznie o wyjaśnienie sprawy jeszcze raz. Niestety odpowiedź była negatywna – „Wojciech Wiktor nie wystartuję w Mistrzostwach Europy ponieważ nie potwierdził udziału w imprezie na własny koszt”. Na nic zdały się moje zapewnienia o tym, że potwierdzał na 100%. Panowie z PZKolu wiedzieli swoje. Postanowiłem więc uzyskać numer do odpowiedzialnego za całe zamieszanie Pana Krawczyka, po czym bezzwłocznie wykonałem do niego telefon, przedstawiając sprawę i pytając o to czy Wojciech Wiktor potwierdzał mu start w imprezie. Na co usłyszałem odpowiedź – „Tak potwierdzał. Pan Meszka musiał coś pomieszać”. Podziękowałem za informację i wykonałem kolejny telefon do Pana Meszki, który jednak uparcie próbował mnie przekonywać, że nasz zawodnik nie potwierdził udziału w imprezie, a Pan Krawczyk jemu zupełnie inaczej przedstawia sytuację. Usłyszałem również, że to nie jego wina, że jesteśmy mało zorganizowanym klubem i gubimy się w tym co robimy. Od tego momentu przestałem być miły. Pan Meszka uciszył się zaraz po mojej ripoście, w której przypomniałem mu sytuację z ubiegłego roku kiedy to na Mistrzostwa Świata w maratonie MTB wysłali naszych zawodników bez strojów… To jeden z wielu przykładów nieudolnej działalności naszego związku. Nasuwa się więc pytanie kto tu jest mało zorganizowany ?
Rozmowa toczy się dalej, osobiście nie wyobrażałem sobie, żeby nasz zawodnik nie wystartował w tej imprezie – po pierwsze była to bardzo duża szansa dla niego, by zdobyć doświadczenie, by wystartować w imprezie, w której nie każdy ma szansę, po drugie – dlaczego miałby cierpieć przez nieudolność osób pracujących w Polskim Związku Kolarskim? Po trzecie – jego występ w imprezie został już nagłośniony w lokalnych mediach i wśród sponsorów klubowych, którzy wyłożyli pieniądze na udział Wojtka w tej imprezie.

Na koniec niezbyt miłej rozmowy z Panem Meszką otrzymałem zapewnienie, że Wojtek wystartuje
w imprezie pod warunkiem iż znajdziemy jakikolwiek dowód iż potwierdzał on start w imprezie. Tylko jak tu znaleźć dowód kiedy PZKol nakazał potwierdzać udział zawodnika telefonicznie, a jedyną osobą, która mogłaby to potwierdzić był Pan Krawczyk. Ten jednak w rozmowie z każdym z osobna przedstawiał inne wersję. Czyżby ze strachu, bo czuł się winny zaistniałej sytuacji? Czy może Panowie wzajemnie się kryli? No cóż, postanowiliśmy wykonać kolejny telefon do Pana Krawczyka. Tym razem telefon wykonał kolega z zarządu Daniel Kurpisz. I co się okazało? Jemu również Pan Krawczyk odpowiedział, że Wojciech Wiktor potwierdzał mu start. W tej sprawie miał zadzwonić do Pana Meszki i mu to przekazać. Niestety mimo prośby, nie uczynił tego, a Pan Meszka nadal obstawał przy swojej wersji ciągle powtarzał, że od Pana Krawczyk ma zupełnie inne informacje. W tym momencie Pan Meszka posądził mnie o próbę zakłamania i próbę oszustwa. Do Pana Krawczyka próbowałem dodzwonić się jeszcze kilka razy, niestety telefon już milczał… Na miejscu próbował interweniować zmęczony zaistniałą sytuacją nasz zawodnik wraz z pomocą Pana Krzysztofa Rybarczyka ojca innej wielkopolskiej zawodniczki Weroniki Rybarczyk oraz rodzice zawodnika Sylwestra Swata. Oni od Pana Krawczyka usłyszeli tego dnia kolejną wersję, że on już właściwie nie pamięta, czy Wojtek potwierdzał start czy też nie. Pozostawię to bez komentarza. Pozostał nam telefon do wiceprezesa Polskiego Związku Kolarskiego, a jednocześnie Prezesa Wielkopolskiego Związku Kolarskiego, który chyba niezbyt się w ogóle orientował, że taka impreza odbywa się w ten weekend… Poprosiliśmy
o interwencję. Na nic się ona jednak zdała, Pan Meszka nadal obstawał przy swoim. Szanse na start Wojtka malały z minuty na minutę, a mnie i nie tylko mnie „krew zalewała”, że w Mistrzostwach Europy wystąpią zawodnicy, którzy zajęli dalsze miejsce na Mistrzostwach Polski. ..

Tego samego dnia postanowiliśmy wyjechać na Słowację, by spróbować na miejscu jeszcze coś zdziałać, by bezpośrednio porozmawiać z Panem Krawczykiem lub w ostateczności odebrać zawodnika. Docierając na miejsce odebrałem od naszego zawodnika sms’a z informacją, że jednak wystartuję w Mistrzostwach Europy. Pan Krawczyk musiał sobie chyba jednak ostatecznie „przypomnieć”, że Wojtek potwierdzał start. Szkoda tylko, że przez nieudolność pewnych osób nasz zawodnik wystartował kosztem innego zawodnika, który został wykreślony z listy startujących. Szkoda też, że nikt nas nie poinformował o tym, iż nasz zawodnik jednak wystartuje, przez co przedstawiciele naszego klubu pokonali niepotrzebnie tyle kilometrów i przez co ponieśliśmy dodatkowe koszta. No i przede wszystkim szkoda, że przez dwa dni nasz zawodnik musiał żyć
w stresie i w niepewności, czy ostatecznie wystartuje czy też nie. Ciężko nastawić się psychicznie do wyścigu po takiej sytuacji, dowiadując się jeszcze kilka godzin przed, że jednak się wystartuje
w najważniejszej imprezie w swojej karierze. Przez zamieszanie nasz zawodnik musiał też wystartować z ostatniego sektora jako ostatni zawodnik.
Takie sytuacje na pewno nie zachęcają naszej młodzieży do dalszego uprawiania kolarstwa, a przede wszystkim do rozwijania swoich umiejętności. A to przecież na nich powinno się stawiać i w nich powinno się inwestować. Najwyraźniej nie wszyscy to rozumieją.

Z innych spraw jakie mnie zbulwersowały na miejscu… Totalny brak integracji członków kadry, pomiędzy tymi powołanymi, a tymi którzy przyjechali na własny koszt. Nie dość, że mieszkali
w innych miejscach, to jeszcze podczas zawodów przechodzili obok siebie obojętnie. Dotyczy to również członków sztabu szkoleniowego. Szkoda, że stworzono tak chorą i nie zdrową sytuację
i podział na tych powołanych i na tych którzy przyjechali na własny koszt, za znaczeniem, że Ci drudzy są gorsi. Warto wspomnieć również sytuację z żelami – otóż kiedy jeden z zawodników (z tych przyjezdnych na własny koszt) zapomniał żeli energetycznych i chciał użyczyć je od sztabu szkoleniowego polskiej ekipy usłyszał pytanie – „A jesteś z tych powołanych czy przyjechałeś na własny koszt? Jak na własny koszt to w żele musisz zaopatrzyć się we własnym zakresie”. Pozostawię po raz kolejny bez komentarza, poddając ocenie to innym osobom. Osobiście mam satysfakcję, że nasz zawodnik pomimo zamieszania wokół jego osoby dotarł do mety jako trzeci z Polaków, wyprzedzając dwójkę tych „zawodowych” i powołanych do kadry kolegów. A jak podsumowali start naszych młodych Polaków członkowie sztabu szkoleniowego kadry – „jesteśmy w czarnej dupie”. Otóż zgadzam się z Panami, tylko wydaje mi się, a nawet jestem tego pewien, że tylko dzięki i wyłącznie Wam!

P.S. Chciałbym podziękować za pomoc, wsparcie Wojtka i interwencje na miejscu w jego sprawie Panu Krzysztofowi Rybarczykowi oraz Pani Edycie i Panu Jackowi Swatom.
Relacjonował:
Michał Główczewski
Wiceprezes Torq Superior MTB Team Środa Wielkopolska

Written by :
MTBSroda
Points: 67
 
Komentarze (0)Add Comment

Napisz Komentarz
smaller | bigger

busy
przewóz materiałów i transport Czarnogóra, Serbia, Węgry |
Profesjonalny Ekran LED sprzedaż, serwis, wynajem |
Największej jakości meble do salonu, sprawdzone oferty, duży wybór |