Gdy wydawało mi się,że wszystkie nieszczęścia mnie już ominęły nadeszła do mnie informacja o kontuzji jednej z koleżanek. To jednocześnie wyklucza nas ze startu w drużynie i wyjazdu na MP na tor... I znowu mogę kręcić po 30-40 km dziennie dla czystej przyjemności... Nie ma co rozpaczać, zostają mi jeszcze przecież MP Elity we wrześniu w Pruszkowie:).
A co do przejażdżek. Przy obecnych upałach najlepszą porą na zrobienie paru kilometrów jest zdecydowanie wieczór. I tak wczoraj wsiadłam na rower po godzinie 21, żeby zrobić ok 20 km dla rozruszania nogi. Świeże powietrze, zachodzące słońce i pustki na drogach pozwalały na spokojną, bezstresowa i przyjemną jazdę.
W pierwszą stronę było jeszcze jako tako jasno, ale w drodze powrotnej nie dość, że było już mocno szarawo to na nogach dało się odczuć wieczorny chłód(na szczęście miałam bluzę na długi rękaw, więc tak mocno nie zmarzłam chociaż w górne partie ciała:).
Po kilku latach treningu stwierdzam, że jeżdżenie na rowerze jest przyjemne wtedy kiedy:
a)masz cel
b) nikt ci nie każe jeździć - robisz to z własnej woli i z przyjemnością
c)nie trzeba jeździć na zbiórki do klubu oddalonego o 20 km, co wiąże się z wstawaniem o 7 w wakacje
Mam nadzieję,że pech mnie w końcu ominie i chociaż jeden wyjazd na zawody zakończony zostanie sukcesem(i dojdzie do skutku!):)

| « poprzednia | następna » |
|---|
Pech wraca jak bumerang, lekiem - przejażdżka:)


Ja z kolei wolę jeździć wcześnie rano,powietrze jest rześkie ,a dzisiaj jak wracałem temp.dochodziła do 20 st.