Niespełna rok temu na przejeżdżających obok mnie kolarzy szosowych patrzałem w dwojaki sposób. Z jednej strony trochę zazdrościłem rozwijanych prędkości z drugiej zastanawiałem się co może być ekscytującego w połykaniu kilometrów wśród spalin samochodowych? Trzy miesiące temu pomyślałem, że warto by było spróbować jak to się szosą pomyka ,a przedwczoraj już próbowałem swoich sił w moich pierwszych zawodach szosowych. Wyścig miał charakter górski, na pierwszy raz wybrałem dystans 90 km ,suma wzniesień 1700m. Start w Istebnej. Pierwsze kilometry biegły znanymi trasami MTB, potem wyjazd na Stecówkę i powoli zaczęło się ściganie. Szybki zjazd do Wisły i mozolny podjazd na Salmopol. Tu udało mi się zabrać z jakąś grupką i w przyzwoitym tempie pokonać wzniesienie,niestety na zjeździe do Szczyrku zobaczyłem plecy „mojej” grupki. I tak było prawie do końca-raz ktoś mnie raz ja kogoś. Podjazd pod Ochodzitą w pełnym słońcu pokonałem nawet nieźle,starałem się dowieźć siły do mety,ostatnie 500 m stromy podjazd i koniec. Byłem zadowolony.
Nawet jeśli w przyszłości uda mi się wystartować 1-2 razy do roku to na pewno będę jeździł na szosówce częściej traktując to jako trening wytrzymałości. Już dzisiaj kombinuję co by zmienić w napędzie żeby moje plecy były oglądane częściej. Za dwa tygodnie ruszam (samochodem)z rodziną na wczasy ,zabieramy rowery -ja zabieram dwa...

| « poprzednia | następna » |
|---|
Pętla Beskidzka czyli nowe kolarskie doświadczenia

