Witam Wszystkich.
Ostatnio byłem tu 6 grudnia.Od tego czasu rower wstawiłem w trenażer i konsekwentnie wykręcałem godziny w pocie czoła i nie tylko... Trochę też biegałem , dwa razy w tygodniu przerzucałem żelastwo.Tak to sobie zorganizowałem,że nie muszę ruszać się z domu żeby potrenować .Tydzień ferii zimowych poświęciliśmy z rodziną na narciarstwo zjazdowe.Nie wiem jak na mięśnie kolarza działa ten rodzaj sportu ,ale na wszelki wypadek starałem się wycisnąć z desek ile się dało.
W ostatnią niedzielę nie mogłem się już powstrzymać i wyruszyłem na objazd okolicznych asfaltów.Zrobiłem ok. 35 kilometrową tempówkę i to było to czego potrzebowałem do poprawienia samopoczucia.Niestety pracuję i w tygodniu mogę jeździć dopiero po południu.Zachęcony niedzielnym wyjazdem wybrałem się wczoraj do Wisły i z powrotem.Ruszyłem o 16.30 i nie było źle,ale powrót trochę mnie zmroził.Miałem trochę cienkie rękawiczki i przy szybko spadającej temperaturze(-2) i prędkości ok 30 km/h straciłem czucie w palcach.W domu "odmarzałem" prawie pół godziny,ale to już historia.
Czas zimowy wypełniałem także przygotowaniem roweru treningowo-asfaltowego.Do mojego HT założyłem wąskie opony Schwalbe Durano 1,1 i wymieniłem amortyzator na sztywny widelec.Strasznie rowerek zmalał i trochę śmiesznie wygląda,ale mam w tym odchudzaniu cel-chcę wykręcić w tym roku czas poniżej 20 min. na Równicę.
Póki co za oknem pada śnieg i chyba z powrotem wstawię rower w trenażer.
Do jaskółek : jeszcze nie przylatujcie!!!


| « poprzednia | następna » |
|---|
Pierwsza jaskółka

