Pierwszy mój blog w życiu (kiedyś musi być ten pierwszy raz ha!) Mój Syn wyciągnął z pod łóżka moją wysłużoną ramkę meridy. Kawał czasu nosiła moje cielsko po Beskidach ,Jurze, nad morzem i gdzie tylko szło rowerem dojechać. Przeszła wszystkie formy, miała dwupółkowy amor i siodło nisko kiedy zjazd z Skrzycznego pokonywało sie z wrzaskiem "NO PAIN NO GAIN" na ustach... Ładnie mnie nakryła kiedy przednie koło podczas zjazdu z Klimczoka zrobiło hyc na bok na drewnianej rynnie biegnącej poprzez szlak- ewakuowałem się przez kierownice próbując się od niej uwolnić, niestety dogoniła mnie znienacka skacząc na plecy.To był pierwszy znany mi przypadek kiedy rower jechał NA rowerzyście... Lubiła latać- powrót z Jury, gdzieś w okolicach Będzina,ciche stuk na dachu auta i widok koziołkującego roweru po autostradzie w wstecznym lusterku- z kierownicy zrobił sie baranek, tylne koło wybuchło a rama postanowiła lekko pęknąćkoło supportu. "Panie to się do pospawać-choćby się zesrać to nie puści!"- za 2 tygodnie już podjeżdżałem na Szyndzielnię.
Żal sprzedać za bezcen, z roku na rok części przybywa,chyba każdy z Was ma skrzynkę z tym co odkręcił z roweru zastąpiwszy nowym ,lżejszym ,wyższym w grupie -może kiedyś mnie najdzie żeby ją wskrzesić.
Na razie niech leży , mój Syn dał jej Teletubisia Po żeby miała z kim rozmawiać.

| « poprzednia | następna » |
|---|
Pisanie czas zacząć

