Kiedyś obiecałem opisać moją pierwszą większą trasę! za oknem szarość jesieni ,dni krótkie a wyjazdów nie wiele.Więc wieczorami więcej czasu spędzam przy komputerze.Uf jak zacząć... co by nie nudzić.Piątek wieczór ,stwierdziłem że dobrze by było zrobić przegląd roweru.I okazało się,luźne koła na osiach, i luźny suport.Siedziałem do trzeciej w nocy,ale zrobiłem.Sobota ,wstałem prawie w południe. Dzień minął szybko,przygotowany, spakowany, położyłem się wcześniej.Niedziela rano,pochmórno dość chłodno, ale bez wiatru.Lekkie śniadanie i nareszcie jadę.Pierwsze pięć kilometrów ,bolą mnie nogi? Zadziałała psycha ? W końcu Twardogóra ( ok.dwadzieścia kilometrów od Oleśnicy) .Wjazd do miasta dość stromy, więc miałem przy zjeździe sześćdziesiąt na godzinę (mój rekord ).Mała przerwa na batonika i soczek.W sklepiku zakupiłem banany,ponoć powoli uwalniaja cukier( jak później się przekonałem ).Raźnie ruszyłem dalej.Okolica piękna,zapach lata uderzał całą swoją mocą.Mało aut,lekki wiaterek.Coraz cieplej , mi też.Po jakimś czasie dotarłem do doliny Baryczy.Stawy lasy i łąki, i było fajnie.Kryzys dopadł mnie w Wierzchowicach,łagodny podjazd, ale długi.Myślałem ,że wyskoczy mi serce z płuc ( jeszcze nie umiem dobierać przełożeń ).Juz myślałem że nie dam radę. Minęło wszystko gdy przekroczyłem wzniesienie.Cały czas w dół aż do Milicza.Fajne miasto, ładnie położone ( Byłem nie dawno tam na dniach karpia)W następny sezon wybiorę się tam na dłużej .Potem znów parę łagodnych wzniesień.Mięśnie się rozgrzały i było całkiem dobrze.Do końca trasy zostało dwadzieścia kilometrów.Dzień w pełni ,słońce zaczeło przygrzewać.Nacisnąłem na pedała,Wiatr śmigał mi po uszach.No i w końcu jestem.Moinąłem tablicę miasta,chciałem zatrąbić.więc zadzwoniłem dzwonkiem (przecież to ro rower).Dałem radę i jakież było zdziwienie rodziny.Największa przyjemność jednak miałem ja.Reasumując ,siedemdziesiąt pięć kilometrów(tak mi pokazał licznik )zrobiłem w trzy godziny i piętnaście minut.W czasie czterodniowego pobytu u rodziny wypiłem pięć piw,jedno wino, KADARKĘ (nie sam ) trochę szkockiej, ze trzy kartony soku pomidorowego.O bananach nie wspomnę.Odwiedziłem rodzinę.No i przyszedł czas by wrócić do domu.Trasę powrotną zrobiłem w dłuższym czasie.Było gorąco i miałem wiatr w twarz.Było warto się wypróbować.Ale to co ja przejechałem to i tak nic w porównaniu z wami.POZDRAWIAM !!!!!!!

Napisane przez kruszyna, listopad 21, 2009
Mam nadzieje że za rok może uda mi się ich namówić.Nie ważne jaka trasa i gdzie tylko to że było fajnie i sprawiało Ci przyjemność.Pozdrawiam
| « poprzednia | następna » |
|---|
W Końcu napisałem!
Że też chciało Ci się potem wracać

