Za pośrednictwem Bike Fama poznałem nową koleżankę z mojej okolicy, która śmiga na rowerku ( bajtourka ). Wymiana wiadomości, ustalenia dotyczące trasy i w niedzielne przedpołudnie spotykamy się w umówionym miejscu. Bez pośpiechu ruszamy na trasę: Gliwice – Toszek – Gliwice.
Jedziemy w cieniu drzew pokonując pierwszy etap wycieczki, kolejno przez: Gliwice – Kozłów – Rachowice - Łącza – Rudziniec – Pławniowice
Około południa dojeżdżamy nad zbiornik wodny Pławniowice, temperatura w cieniu około 30 stopni. Ludzi jest tyle co w sezonie na plaży w Rewalu :P Praktycznie każdy skrawek ziemi jest zajęty. Wbijamy z rowerami pomiędzy zarośla a ludzi, którzy rozłożyli się obok, po czym każde z nas szuka przez dłuższą chwilę jakiegoś zakamarka do zmiany stroju rowerowego na plażowy :P
Po zmianie pampersów na bikini wskakujemy do wody. To jest to J
Szybko schniemy w promieniach słońca posilając się co nieco i uzgadniając trasę dalszego przejazdu. Ponownie dokonujemy transformacji z plażowiczów w rowerzystów i ruszamy w poszukiwaniu sklepu z wodą zdatną do picia. Uzupełniamy bidony i rozpoczynamy etap drugi: Niewiesze – Poniszowice – Niekarmia – Ligota Toszecka - Pawłowice – Toszek
Odcinek drugi w całości pokonujemy asfaltem często w cieniu drzew. Jest wprawdzie bardzo gorąco ale jest też lekki wiaterek, który przy umiarkowanym tempie jazdy czyni ją przyjemną.
Ogólnie teren całej wycieczki jest raczej płaski, tylko miejscami trafiają się bardzo łagodne podjazdy. Niespodziewanie przed Ligotą Toszecką pojawia się całkiem sympatyczny zjazd i po jego pokonaniu licznik wskazuje Vmax 49km/h. Rekord świata to nie jest ale rekord wycieczki owszem :P
Wjeżdżając do Toszka zatrzymuje nas pewien gościu pytając od drogę nad jakieś jezioro w okolicy. Łączymy siły z bajtourką i udzielamy pacjentowi odpowiedzi w zagranicznym języku :P J Następnie podjeżdżamy na zamek w Toszku.
Zsiadamy z rumaków, ja ściągam przyłbicę i rękawice rozglądając się dookoła… heeeh
Szybki rekonesans w zamkowej knajpce i okazuje się, że do picia to i owszem, co kto sobie życzy ale „na ząb” to tylko jakieś mrożonki z mikrofali. Posiłek zostaje więc ograniczony do pepsi JJJ Synchronizujemy zegarki i ustalamy trasę powrotną.

Fotki takie skromne, robione telefonem bo komu by się chciało targać aparat w taki upał :P
Rozpoczynamy etap trzeci wycieczki:
Toszek – Ciochowie – Paczyna – Bycina – Dzierżono – Gliwice
Toszek opuszczamy główną drogą nr 94 by po kilku kilometrach odbić na Ciochowice a następnie wjeżdżamy do lasu . Leśna droga na tym odcinku jest mocno sfatygowana ale jedzie się przyjemnie bo znów w cieniu drzew.
Z lasu wyjeżdżamy w miejscu nieco innym niż planowane J ale odchylenie jest niewielkie i szybko nadrabiamy asfaltem jakieś 2km. Dalsza trasę pokonujemy jadąc równym tempem docierając do kresu wycieczki. Dziękujemy sobie za wspólna jazdę i wymieniamy parametry przejazdu. Do domu zostało mi jeszcze kilka km, które pokonuję wybierając wariant drogami gruntowymi.
Łącznie uzbierało się 89 km przy Vśredniej 19km/h
Bardzo fajna wycieczka.
Pozdrawiam Airline

| « poprzednia | następna » |
|---|
Wycieczka do Toszka

