Jeśli komuś z Was się wydaje, że team BikerTrzebinia & friends to tylko rowery i góry, to się grubo mylicie :)
Wczoraj mocną ekipą w składzie: Agata, Luiza, Keny, Mateusz, Rozwell, Rudy oraz gościnnie Lancia i Rover wybraliśmy się do katowickiego kina „Helios” na (jak się później okaże) przereklamowany „Avatar”.
Wycieczka tak naprawdę rozpoczęła się na stacji Shell w Chrzanowie, gdzie grupa Roverowa miała zgarnąć Agatę. Po kilku minutach rozterki przed chłodziarkami jakie napoje izotoniczne* wybrać :) spotykamy się przy kasie. Bardzo miła Pani (pozdrawiamy!) kategorycznie odmawia sprzedania Kenemu piwa bez pokazania dowodu tożsamości. Obrywa się i mnie. Jedynie Mateusz ma szczęście – Pani mu uwierzyła nawet bez pokazywania :D Dostało się też dwóm kolesiom za nami, wszyscy jak jeden mąż musieli się legitymować
W międzyczasie przychodzi Agata, której próbuję wcisnąć swoje piwo – może ona wygląda poważniej :) W końcu po pokazaniu karty do bankomatu jako „oczywistego” dowodu pełnoletniości, udało nam się kupić to piwo, a niektórzy nasłuchali się „komplementów” pod swoim adresem :D (litościwie je przemilczę :))
Ładujemy się do bolida i ruszamy uradowani całą sytuacją. No, może nie wszyscy :D
Po drodze doganiamy Rudego i do Katowic dojeżdżamy razem. I tu zaczynamy obowiązkowy w grupie BikerTrzebinia punkt programu pt. objazd krajoznawczy tudzież trafianie do celu z jak największą ilością zbędnych kilometrów. Okazuje się, że tak dokładnie nie wiemy w którym miejscu jest nasze kino, więc ochoczo mkniemy prosto przez wszystkie światła. Po telefonie od Rozwella wiemy już, że: a) przegapiliśmy skręt (oni pojechali dobrze), b) mamy kierować się na hotel CUBUS. Jazda na azymut wybitnie nam nie wychodzi, nawet przy wątpliwej pomocy GPS. W końcu jest! Od szczęścia dzieli nas barierka rozgraniczająca pasy ruchu, więc meldujemy ekipie z Lancii, że zaraz do nich dołączymy. I jakby to powiedział Kuba – tu dopada nas klątwa :D
Szary kot, który wcześniej przebiegł tuż obok drogi wpłynął negatywnie na odczyt GPS, który z kolei nie pokazał w odpowiednim momencie właściwego skrętu, co skutkuje eleganckim kółkiem wokół Spodka. Mateusz rozochocony naszym wybuchem radości z nieprzewidzianej wycieczki krajoznawczej zawozi nas jeszcze pod uroczy dworzec PKP w Katowicach. Błądzimy po uliczkach centrum miasta i ostatecznie odrzucamy pomoc elektronicznego urządzenia wyłączającego myślenie. Mijamy (nieświadomie) miejsce, w którym mieści się kino, po czym kolejny raz lądujemy koło spodka :D Kolejny telefon do przyjaciela uświadamia nas, że zrobiliśmy błąd. Teraz już bez pomocy DżiPiEsa robimy kolejne kółeczko i parkujemy w końcu na podziemnym parkingu jakiegoś sklepowego molocha. Uff…Jesteśmy. Odbieramy zarezerwowane bilety i ładujemy się na salę.
O filmie nie ma co pisać. Chyba każdy z nas ma swoje zdanie na jego temat :) Moje jest raczej niepochlebne. Mateusz będąc całkowicie trzeźwy przyrównał go do Pocahontas. Coś w tym jest :) (patrz comment Kenego).
O wiele ciekawsza okazała się droga powrotna ;) Nie omieszkaliśmy znów pomylić drogi i zrobić kilka kółek po rondach. Pomimo głodu załogi nie skusiliśmy się na żadne MacCuda i grzecznie wróciliśmy do domu.
* tak, oczywiście chodzi o piwo :D

Napisane przez Tomasz Jeska, luty 03, 2010
| « poprzednia | następna » |
|---|
Wyprawa na „Avatar" z przeszkodami


trzymanie się standardowych szlaków i dróg to nie dla nas