Przeżyjmy to jeszcze raz - IV Maraton Chrzanowki
Dodany przez: Ketsi
w Sie 20, 2009
Pokuszę się więc na relacje z tegorocznego IV Maratony Chrzanowskiego, który odbył się dnia 19.08.2009 o godzinie 17:40
Start miał miejsce koło przystanku, tak samo jak w przypadku poprzedniego niedokończonego maratonu.
Spis uczestników:
Zawodnik nr. 1 (M)
Zawodnik nr. 2 (M)
Zawodnik nr. 3 (M)
Zawodnik nr. 4 (K)
Jeżeli chodzi o skład to, aż 25 % uczestników były to kobiety lub dzieci, bądź jak ktoś woli kobiety z mentalnością dziecka. Męska część była raczej dojrzała i introwertyczna. Dla ułatwienia autor w relacji będzie używał jedynie cyfr (1,2,3,4) przy opisie zawodników.
Ruszyliśmy. Początek dość leniwie, asfalt nie zmusza ani nie mobilizuje do wysiłku. Po przejechaniu kilkuset metrów, wbijamy na polną, piaszczysto-trawiasto-kaminista drogę. 1,2 i 3 jadą przodem, 4 zamyka całość. Ciągniemy stosunkowo po płaskim, czasem nawet zdarza się asfalt.
Pierwszy podjazd męczący - Góry Zagórze. Tereny miłe dla oka, szczególnie dla ocząt czwórki. Tereny to leśne. Co lepsi czekają na górze, 4 dryluje ostatnie, powoli pod górę, między czasie przewracając się na lewą stronę (dlaczego lewą?!). 2 uwiecznia na fotografiach zawodników, trzeba to docenić ponieważ nikt nie uwiecznia jego. Jakie to poświęcenie, jakie? Przejaw to wielkiego altruizmu i pokory. Gdyby nie brak widowni zapewne było by słychać oklaski dla tego zawodnika. Podjazd - Góry Pogorzyce. To już spokojniej, tym bardziej, że autor nie do końca pamięta tego fragmentu, czyli nie mogło być zbyt ciężko. W końcu zjazd do Zagórza, miły bo z góry, można więc odpocząć i podziwiać widoki, choć sensowniejsze wydaje się patrzeć pod koła. Zjazd nie-asfaltowy przeradza się w asfaltowy, a następnie po chwilach znowu pod górę. Jedziemy w między czasie fragmentem drogi asfaltowej , który według deklaracji oznakowania drogowego nie jest utrzymywany zimą. 4 spokojnie sobie ciągnie do góry, towarzyszy mu 3, który wykorzystując lekkie zmęczenie towarzysza i brak możliwości załapania oddechu i mówienia. Chwali się swoimi sukcesach w poprzednich edycjach maratonu - podsumowując 3 nie jest skromnym rowerzystą.
Na górze znowu krótka przerwa dla naszego fotografa. Pedałujemy pod/nad/do Źrebce, mijając po lewej stronie słynną Górę Bukowica - słynną z powodów nie znanych. Targamy przed siebie do/z góry, osiągamy szczyt tego fragmentu trasy i znowu ku radości wszystkich zjazd do Pogorzyc. Aby równowaga była zachowana to jak było z góry to teraz lekko pod góre i płasko, ten fragment trasy - Pogorska - pozwala nam zawodnikom na podziwianie widoków. Łączą się tu szlaki niebieski, zielony i nasz eMChaowki. Prawie wszyscy się wzruszają, ale że, autor jedzie z tyłu to łez nie zauważył. Zjazd to Płazy Dolnej, przebiega w milczeniu. Wbijamy na fragment drogi wojewódzkiej nr 781, następnie w lewo. Przed nami drugi w kolejności podjazd męczący, zanim jednak dojedziemy do skrętu jest czas na picie i rozmowy. 3 wykorzystując płaskość terenu żartuje na tematy różne, atmosfera maratonu idzie ku lepszemu. I jest - podjazd. Droga utwardzona, co ciekawe jakiś miesiąc temu tego jeszcze nie było. Zrobili to dla nas, dla nas rowerzystów - pięknie.
NA drugiem podjeżdzie męczącym 1 i 2 jadą zdecydowanie przodem, 3 i 4 jak się można domyśleć nie. Tutaj zdarza się coś co będzie długo wspominane, mianowicie tak w połowie podjazdu, 3 spostrzega drzewka owocowe wydające na świat śliwki. Nie myśląc długo, zatrzymuje się i je i je i je. Upominamy przed 4 nie przestaje. Cóż to za potwór śliwkowy, takiego jeszcze nie widzieliście. Napełniwszy brzuszek rusza w towarzystwie 4, aby dokończyć podjazd utwardzany i wjechać w Czarny Las. Czarny las to przyjemny las, raczej płaski teren, ino że drzewa zielone a nie czarne. Z Czarnego lasu w Czarny dół a potem na Płaską Górę (403).
Później szybki zjazd , lekki podjazd i po lewej stronie drzewa owocowe - śliwkowe. Zawodnik 3, nie mógł tej okazji odpuścić, jednak co ciekawsze okazało się że i 2 to potwór. W ramach przysłowia z kim się zadajesz takim się stajesz, 4 też nie omieszkał spróbować tego owocu zakazanego. Jedynie 1 marudził, że zarazki, że bakterie, że mocz zwierząt. Po dłuższym postoju ruszamy ponownie. Oznaczenie trasy bywa znikome, więc wśród męskiej części zawodników pojawią się teorie spiskowe dotyczące powodu przerwania MCH 01.08. roku bieżącego.
Jedziemy dalej leniwie - trudno jechać nie leniwie jak się zjadło tyle śliwek;) Jako, że start miał miejsce później to wjazd do wąwozu Simota odbywa się już w lekkim mroku. Radośnie 1, 2 i 3 jadą przodem, 4 jako rozsądny i strachliwy rowerzysta , jedzie z wolna uważając na przeszkody naturalne. Następnie wyjazd z wąwozu i dalsza część trasy jest spokojna, lekko w górę i lekko w dół. Generalnie, miernik trudności trasy w postaci 4, daje radę. Podjeżdżamy w okolice skały Triasowej i kolejna przerwa dla fotoreporterów. Tutaj Nasz Maraton ulega zmianie, nie jedziemy już jak MCH z dnia 01.08, tylko tniemy wprost przez Piłę Kościelecką na Trzebinie.
Już jest na tyle ciemno, że każdy poza 4 włącza co ma. Czyli 1,2 i 3 tylne światełka a 2 nawet przednie. Przed przejazdem kolejowym klika rowerowa się zatrzymuje i montuje światełka roztargnionemu 4. Tutaj trochę postaliśmy, pośmialiśmy się;) Morał jest taki, że w przypadku lampek rowerowych trzeba pamiętać o bateriach. Potem to już formalność do Ronda Solidarności w Trzebini i meta.
Ogólna klasyfikacja nie jest znana w przypadku mężczyzn, jednak w przypadku kobiet mamy - zawodnik nr 4. otrzymuje złoty medal. Cieszy się.
Podumowując było miło, zmęczenie było rewanzowane przez panującą atmosfere. W tym miejscu Zawodnik nr. 4 chciałby przeprosić uczestników za utrudnienia wynikające z jego obecności;)
Relacja omija fragmenty, których autor zapomniał. Momentami upraszcza, kłamie i kradnie;)

Napisane przez Jakub, sierpień 20, 2009
Napisane przez Gość, sierpień 20, 2009
Napisane przez Jakub, sierpień 20, 2009
Czy te liczby mają jakieś znaczenie kabalistyczne?

