Jakiś nieokreślony czas temu powstał pomysł „ Wielka Racza". Nie wiadomo dokładnie, kto go rzucił, ale było kilka nieudanych prób jego zrealizowania. Jednak nadeszła dobra pora, deszczowa, gdy większość zdecydowała, że uda się na tą górę. Jedni mięli plan pojechać tam na rowerze. Drudzy, w mniejszości, przede wszystkich w osobie Wojtka, chcieli jechać tam po to, aby zdobyć tą górę pieszo. Godziny spędzone na prognozach były owocne, w niedzielę 23. Sierpnia o 11:00 deszcz w miał ustać, a satelity podpowiadały, że może będzie widać coś więcej niż mgłę. Mgła ma jednak swoje uroki, tak twierdzi Wojtek, pieszy zawodnik teamu bikefama.
Pomijać całą forumową dyskusję o pogodzie i prognozowanie prognoz przez niektórych, całą noc w sobotę lało, w niedzielę rano nie przestawało ;) Ekipa się zmieniła, rozwell i sponsor pojechali pociągiem a Kuba dzień wcześniej samochodem, w tym składzie udali się z rowerami na spotkanie błota na Wielkiej Raczy. Reszta, która powiedziała zdecydowane „nie" dla rowerów, pojechała samochodem z Wojtkiem, świeżość w składzie - Ketsi oraz Agata i Keny. Czyli wyjadacze z Głównego Szlaku Beskidzkiego i koleżanka, dla której ten wypad był pierwszą przygodą z górami w tym roku. Ale wcale nie było tak jak myślicie. Ale o tym dalej. Po krótkiej i przyjemnej drodze, gdzie hamowanie odbywało się tylko przed nieoczekiwaną „suszarką", znaleźli się prawie na Wielkiej Raczy :D Aby przejechać wyżej, do schroniska wystarczył tylko napęd 4x4 i trochę odwagi przy przekraczaniu zakazu wjazdu. Jednak w planie było przejście z buta, także pozostawiając auto na parkingu na końcu Rycerski Górnej a w zasadzie w Koloni, poszli pod górę, bo w końcu była cała godzina do schroniska. W między czasie do ekipy dołączył Foreight z Niną, która napędzała całą stawkę turystów, żeby szli szybciej. Szlak łatwy i przyjemny, prowadził przez bardzo widowiskową trasę, lecz w tym dniu atrakcją nr. 1 była... mgła
, która pobudzała wyobraźnię uczestników do wizualizacji krajobrazów. Teorii gdzie są w tej chwili Tatry było kilka. Nie można było zweryfikować tego na szczycie, bo nawet z platformy widokowej było widać tylko mleczną formę powietrza. Szybko znaleźli się w schronisku na Wielkiej Raczy.
Po popasie w nim i pożegnaniu Łukasza z Niną, nadszedł czas na kolejne... schronisko. Tym razem na Przegibku.
Trochę gromadka się rozpędziła i po trudnym szlaku, śliskich korzeniach i brodząc po szyje w kałużach ( dobra, tu drobna przesada) przeszli wzdłuż granicy Polsko-Słowackiej na następny popas. Oczywiście zasada z GSB została zachowana - nie zostać wyprzedzonym przez jakiekolwiek stworzenie. Kasia vel Ketsi, dawała dzielnie radę tym niereformowalnym turystom, którzy biegną pod górę i narzekają na zejścia. Daje to dobre prognozy na przyszłe wyprawy, Kasia z nimi przeżyje bez pomocy GOPRu, a nawet z radosnym zgonem na ustach upodobni się do nich po +30km chodu. W między czasie pojawiło się słońce i zaczęły się zapowiadane rewelacyjne widoki .
Tym sposobem dużo przed planowanym czasem ekipa pojawiła się w Schronisku na Przegibku. Tam Kasia, wielbicielka kotów, przyciągnęła małe, ciepłe i mruczące stworzenie, które było wielce skore do zabaw i psot na stole i pod nim ;)
Stylowe doniczki przy schronisku.
Po typowej czynności w schronisku, teście smaku grzańca i zupek, nadeszła chwila planowania odwrotu, bądź dalszej mordęgi.
Keny znawca wszelkich map, zaraz wymyślił szlak na Rycerzową a potem skrót do skrótu, aby nie iść tym samym szlakiem i znaleźć się na terytorium jak największej liczby krajów. Jednak Wojtek, który zna jego możliwości nawigacyjne, zgodził się dalszy marsz w kierunku Wielkiej i Małej Rycerzowej, jednak bardziej cywilizowanymi drogami, czyt. szlakami, bez konieczności szukania po nocy drogi ze Słowacji w kierunku parkingu pod Wielką Raczą.
Po krótkim popasie, ekipa opuściła schronisko i szybkim tempem, swoim ulubionym czerwonym szlakiem, udała się w kierunku Wielkiej Rycerzowej. Przyjemny leśny szlak, którym wg tabliczki przeciętny turysta idzie 1:30, wyścigowa grupa zrobiła w niecałą godzinę. Tam mała sesja zdjęciowa i podziwianie podejrzanej maszyny. Pogoda była wtedy idealna, widok na Tatry Słowackie dodawał otuchy trochę już zmęczonym turystom, który mięli zamiar zmienić powrotem kolor szlaku na niebieski, polski.
Jak chcieli tak zrobili, na drzewach pojawił się niebieski, dziwnie dobrze oznaczony i przyjemnie prowadzący w dół. Jakimś cudem Agata zerknęła na mapę i okazało się, że ukryty plan kenego o odwiedzeniu innego terytorium sam się realizuje, a w dole jest Słowacja. No tak, obawy o jakość oznaczenia były słuszne, tylko na Słowacji szlaki są dobrze oznaczone. Szybki odwrót na górę i tym razem bez zbędnych przygód turyści wrócili czerwonym szlakiem powrotem do schroniska na Przegibku. Kotka już nie było, natomiast gospodarze bardzo delikatnie zaczęli nas informować, że już jest za późno na dłuższe wylegiwanie bez wykupienia noclegu, a jakaś „kolonia starszej daty" udała się tam na kolacje. Po wyjściu ze schroniska nogi już nie były skore do dalszego marszobiegu, także częściowo zielonym szlakiem, a częściowo bez niego, turyści szli w świetle zachodzącego słońca w kierunku samochodu, który jako jedyny ostał się na parkingu.
Około godziny 20 będąc na dole ekipa zaczęła ewakuacje z Koloni, spokojnie i bez niezwykłych doznań przetransportowali zmęczone ciała w kierunku Trzebini i okolic. Ekipa rowerowa miała mniej szczęścia, z Wielkiej Rycerzowej nie miała tego olśnienia i pojechała niebieskim do Słowacji, skąd musiała uciekać przed zmierzchem i ostatnim pociągiem do Rajczy. Kuba się odłączył i pojechał sam na Wielką Raczę. Tym sposobem wszyscy ( podobno )byli szczęśliwi i zmęczeni. Ale w góry nie jedzie się przecież odpoczywać ;) Do następnego.

Napisane przez bikefama, sierpień 25, 2009
choc na Słowacji też moglo być fajnie... 

Napisane przez Ketsi, sierpień 25, 2009
Obstawiałam 31 km a keny 28, reszta i tak zbytno zaniżyła. Więc wygrałam - nie pamiętam co dokładnie, ale czekam na przekazanie nagrody;P
Napisane przez Jakub, sierpień 25, 2009
Ale co jeszcze jest niesamowite..., że minęliśmy się o włos, bo na Przegibku pojawiliśmy się od strony Słowacji o godzinie 18:00. O 19:00 byłem na Wielkiej Raczy, a o 20:25 w Rajczy. Niesamowity zjazd żółtym szlakiem. Cudownie. To Słońce na waszym zdjęciu oglądałem tuż przed Wielką Raczą. Po prostu to był jakiś dziwny zbieg okoliczności ta mijanka.
Ketsi znowu przygarnęła kotka




Tylko coś dalej fotek nie widzę. (połowy)