Jakby zrobić wielką listę wszystkich zawodów rowerowych w Polsce (Maratony MTB, zawody szosowe, DH, Trial oraz wszelkich pozostałych) lista ta miała by pewnie kilkaset pozycji. Nie znam sytuacji w kolarstwie szosowym i grawitacyjnym więc się na ten temat nie będę wypowiadał. Moje zdanie wyrażam na podstawie zawodów MTB (maratony i wyścigi XC).
W Polsce jest parę ogólnopolskich edycji maratonów. W kolejności losowej: Mazovia MTB, Skandia, Powerade MTB Maraton, Mio Fujifilm BikeMaraton - są one dosyć dobrze reklamowane, na ich starcie staje za każdym razem kilkaset osób, czasami ponad tysiąc. Organizatorzy prześcigają się w promocji tych zawodów. Strona internetowa, gazety lokalne, plakaty, strony www, patroni medialni, pomoc miasta, informacje radiowe. Sami przygotowują materiały prasowe, rozsyłają, przekazują fotki itp. Jednym słowem starają się by oprócz dobrze zorganizowanych zawodów miał w nich kto wziąć udział.
Jak się to odbywa jeśli chodzi o mniejsze, pojedyncze imprezy? Wiadomo - nie wszędzie, bo czasem się znajdzie dobrze zorientowany organizator w podstawach marketingu. Jednak w większości wypadków zawody takie są bardzo dobrze zorganizowane (zwłaszcza, jeśli jest to już któraś edycja z rzędu rok po roku), ale na starcie staje czasem zaledwie 50 zawodników. Dlaczego?
Otóż zorganizować zawody to jedno, a przyciągnąć na nie zawodników to drugie. Ile razy jest tak, że przeciętny biker zwyczajnie nie wie o takiej imprezie? Przykład z mojego „lokalnego podwórka" - fajny maraton (już 3 edycje były), ciekawa wymagająca trasa - około 50 osób na starcie.. Przypadek? Inny maraton MTB, też niedaleko - trasa fajna, nagrody dobre, organizacja super, nie koliduje z wielkimi cyklami w okolicy - 100 osób. Dalej - świetny maraton w Beskidach, atmosfera, nagrody, trasa! Niespełna 80 osób. Zawody XC w pewnym mieście - 40 osób, praktycznie każdy dostaje nagrodę - jak nie zdobędzie to wylosuje. Długo można by tak wymieniać. Jeśli startujecie w tych mniejszych imprezach to sami zresztą wiecie.
Dlaczego tak się dzieje? Odpowiedź jest banalna - zero lub minimum promocji. Informacja w gazecie lokalnej, którą mało kto z zainteresowanych czyta + 34 plakaty w miejscowości, która ma 20 tysięcy mieszkańców. A może spamowanie w jednym temacie forum lokalnej gazety gdzie przez miesiąc jest 100 wyświetleń tego tematu (w tym 50 przez samego założyciela)? To nie jest to! Tak samo jak dawanie patronatu medialnego telewizji regionalnej (która nawet nie pojawi się na starcie dla 100 osób bo co to dla niej za wydarzenie?). Inne powody? Strona internetowa która powstaje 3 dni przed zawodami i jest tam 10 wierszowa informacja (lub jest cały czas w budowie). Skoro tak jest przygotowana strona to strach pomyśleć jak będzie przygotowana trasa!
Nawet na lokalne zawody może przyjechać 200 osób i więcej - co przecież się zdarza. W promieniu 100 kilometrów od miejsca zawodów jest bardzo dużo potencjalnych startujących - wystarczy do nich dotrzeć. Obecnie podstawą promocji takich imprez jest Internet. Strona internetowa, krótka informacja co gdzie i jak, regulamin, kontakt, opis trasy, jakieś zdjęcia, opis nagród i informacja o tym kto jest organizatorem. Bannery, gotowy materiał prasowy rozesłane do wortali tematycznych i lokalnych klubów w danym i sąsiednim województwie. Jakieś forum gdzie można zadać pytanie i uzyskać odpowiedź. To naprawdę nie boli, ma największą skuteczność i jest za darmo ;) No chyba, że celem organizatorów jest tylko otrzymanie dotacji od urzędu miasta celem wyciągnięcia bokiem jak najwięcej..