Kiedy rano wsiadam na rower to myślę tylko o jednym...wyrwać się jak najszybciej za miasto, a to nie takie proste, o tej porze mogę wyjechać na wycieczkę rowerową miedzy 7,00 a 8,00 i tu zaczyna sie gehenna...przejazd przez moje miasto to raptem 5 km, ale jak że długich i męczących...o tej porze mieszkańcy odwożą swoje pociechy do szkół, sami jadą do pracy,w większości przypadków jest to kilkaset metrów ale robią zamieszanie niemożliwe, każdemu się spieszy, trąbią na rowerzystów jak by Ci byli intruzami na drodze...wymuszaja pierwszeństwo, powodują korki i zamieszanie na skrzyżowaniach...tz godzina szczytu to szczyt głupoty niejednokrotnie samych kierowców, sam nie raz doświadczyłem tego na własnej skórze...kiedy dojeżdżam do skrzyżowania stoi sobie taki jeden autkiem spokojnie aż przejadę , i kiedy już dojeżdżam , ten nagle rusza...dobrze że mam sprawne hamulce...i co z tego że moja racja i moje pierwszeństwo jak straconego zdrowia i nerwów nikt mi nie wróci...
Jazda po deszczu przez miasto to druga katorga która muszę znieść...po zimowych roztopach wiosna ukazuje nam swoje drugie oblicze - dziurawe jezdnie, i tu zaczyna się slalom między kałużami, dziurami i trabiacymi autami, a czy to moja wina że muszę nieraz trochę dalej odjechać od chodnika niż przepisowy metr ? Przecież gdy tego nie zrobie to to wpadnę w wyrwę, lub garb asfaltowy i wywalę sie jak nic...całe miasto jest jak ser szwajcarski, dziury, dziury i dziury, a to droga krajowa, a to wojewódzka a to inna i nikt tego nie robi...biedny burmistrz dwoi się i troi żeby służby lokalne drogowe to połatały choć to nie ich kompetencje...czy w innych miastach jest podobnie ?
Ja czekam lata kiedy to w trasę będę mógł wyjechać spokojnie o 4-5 rano nie narażahjąc się na wyzwiska kierowców...

Napisane przez ganzes, czerwiec 17, 2009
| « poprzednia |
|---|
