Zapewne ani szef polskiej ekipy, ani nikt inny nie spodziewał się, że trasa na ulicach Gdańska okaże się aż tak trudna i przyniesie chwile prawdziwej grozy. Przyczyniło się do tego błędne skierowanie kolarzy przy wjeździe pod wiadukt. Kibice, dziennikarze, organizatorzy zamarli z przerażenia, gdy około trzech kilometrów przed metą rozpędzony do około 60 km/h peleton natknął się na stojący w poprzek ulicy samochód policyjny.
Na szczęście auto stało lekko ukośnie i z obu stron był wąziutki przejazd, a kolarze wyhamowali i omijając auto w ekwilibrystyczny sposób, wciskali się w wąskie przesmyki między pojazdem a barierami okalającymi drogę...- Wypadliśmy z tunelu, gdzie był półmrok, na jasną przestrzeń i tu od razu szok - samochód stojący w poprzek drogi! - opowiadał na mecie Marek Rutkiewicz. - To była makabra, ale na szczęście udało się nam jakoś go omijać.
Więcej w "Przeglądzie Sportowym"

| « poprzednia | następna » |
|---|

