Podobnie stało się ze mną; otóż w 2008 dokonałem wyboru – przesiadam się na 29-era, ale nie gotowca, a maszynę złożoną własnoręcznie. Wybór był dość ograniczony i w finale zostały 3 widelce: M-29, Reba i Tora. Ostatecznie z przyczyn niezależnych i chęci ryzyka padło na ten pierwszy. Także do rzeczy: Słów kilka o budowie. Amortyzator można otrzymać w 2 wersjach kolorystycznych – białej i czarnej, oraz w 2 wariantach skoku: 80mm i 100mm. Za tłumienie odpowiada kartridż olejowy, natomiast sama amortyzacja to 2 komory: olejowa i powietrzna. Korona wykonana z aluminium, golenie zewnętrzne: magnez, a wewnętrzne aluminium 7050 [32mm]. Rozstaw to 130mm. Od producenta „dowiadujemy” się także, że możemy wyregulować tłumienie wstępne, odbicia i kompresji. Modele są sprzedawane z manetką blokady skoku na kierownicy. Możemy podpiąć do niego zarówno V-ki jak i tarczówki, a zalecany rozmiar tarczy to 180mm.
A jak to się ma do rzeczywistości? Pierwsze wrażenie jest bardzo dobre; widzimy porządnie wykonany widelec, co prawda troszkę ciężkawy [producent podaje 2,10kg jednak realna waga z przyciętą sterówką to ponad 2200 gram], ale nie każdy musi mieć wylightowany rower. Niektórym przeszkadzać mogą pivoty; powinna być także wersja z samym mocowaniem hamulców tarczowych.
Co do malowania i naklejek – wiadomo jest to rzecz gustu, jednak patrząc obiektywnie szału nie ma... Tarka, doły, regulacja – czyli jak na tym się jeździ…
A jeździ się bardzo dobrze. I jest to moja obiektywna opinia. Dodam tylko, iż punktem odniesienia jest Reba [ze skokiem 100mm; pod koło 26”]. Ale zacznijmy od początku, czyli regulacji. Bierzemy pompkę, dmuchamy, regulujemy odbicie i… coś jest nie tak. Trzeba poświęcić troszkę czasu zanim dobierzemy ustawienia pod siebie, szczególnie tyczy się to pompowania komory powietrznej. Ale w końcu mamy efekt czyli około 18% ugięcia jak siadamy. I ruszamy w teren. Pierwsza zadanie płyty betonowe, czyli tarka. Z obserwacji naocznych wynika, że amorek pracuje ładnie, łapie każdą szparę i na czas powraca żeby wybrać kolejną, co potwierdzają także nie zmęczony dłonie – nie czuć nieprzyjemnych i dyskomfortowych wibracji. Dobrze radzi sobie na korzeniach; Nagłe wpadki w duuuuże dziury to też nie problem, jednak czasami wyczuwamy ograniczenie około 2 cm przed maksymalnym schowaniem się goleni, co oznacza dobicie amortyzatora.
M-29 pracuje płynnie. Dużym plusem jest manetka blokady skoku montowana na kierownicy; warto zauważyć, iż nie jest tak wygodna jak te od Rock Shox’a oraz ma strasznie długi pancerz, który bardzo odstaje i wygląda tragicznie. Amortyzator przejechał ze mną około 2500-3000 km. W okolicznym terenie [Gliwice] jeszcze nigdy mnie nie zawiódł, choć prawdziwy chrzest bojowy przejdzie dopiero w górach. Na wielu forach anglojęzycznych występuje także problem wycierających się uszczelek; u mnie do tej pory nie wystąpił i mam nadzieję, że się nie pojawi. A co do samych uszczelek, działają dzielnie, choć po czyszczeniu Brunoxem oczywiście pojawiają się magiczne pierścienie brudu; jednak nie więcej niż np.: po czyszczeniu Tory, Reby…
Warto jeszcze dodać, że amorek współpracował początkowo z Avidami SD7, a obecnie hydraulikami Accenta. Luzy nie pojawiły się, nie ma także braku sztywności na zakrętach i przy hamowaniu.
Podsumowując, RST M-29 można śmiało polecić. Działa płynnie i bezproblemowo, bynajmniej przy wadze ~75kg. W zestawie jest manetka, która pomimo dziwnej obsługi jest wygodniejsza w użytkowaniu niż blokada przy amortyzatorze. Za swój model dałem niecałe 700 zł, co nie jest kwotą zbyt wygórowaną, a w tamtym okresie za te pieniądze mogłem wyrwać ewentualnie Torę. Obecnie jednak cena wzrosła do blisko 900zł co wg mnie może zniechęcić wielu potencjalnych nabywców. Chociaż i tak model ten zostaje najtańszym na rynku dobrze działającym amortyzatorem pod duże koło.
M-29 pracuje płynnie. Dużym plusem jest manetka blokady skoku montowana na kierownicy; warto zauważyć, iż nie jest tak wygodna jak te od Rock Shox’a oraz ma strasznie długi pancerz, który bardzo odstaje i wygląda tragicznie. Amortyzator przejechał ze mną około 2500-3000 km. W okolicznym terenie [Gliwice] jeszcze nigdy mnie nie zawiódł, choć prawdziwy chrzest bojowy przejdzie dopiero w górach. Na wielu forach anglojęzycznych występuje także problem wycierających się uszczelek; u mnie do tej pory nie wystąpił i mam nadzieję, że się nie pojawi. A co do samych uszczelek, działają dzielnie, choć po czyszczeniu Brunoxem oczywiście pojawiają się magiczne pierścienie brudu; jednak nie więcej niż np.: po czyszczeniu Tory, Reby…
Warto jeszcze dodać, że amorek współpracował początkowo z Avidami SD7, a obecnie hydraulikami Accenta. Luzy nie pojawiły się, nie ma także braku sztywności na zakrętach i przy hamowaniu.
Podsumowując, RST M-29 można śmiało polecić. Działa płynnie i bezproblemowo, bynajmniej przy wadze ~75kg. W zestawie jest manetka, która pomimo dziwnej obsługi jest wygodniejsza w użytkowaniu niż blokada przy amortyzatorze. Za swój model dałem niecałe 700 zł, co nie jest kwotą zbyt wygórowaną, a w tamtym okresie za te pieniądze mogłem wyrwać ewentualnie Torę. Obecnie jednak cena wzrosła do blisko 900zł co wg mnie może zniechęcić wielu potencjalnych nabywców. Chociaż i tak model ten zostaje najtańszym na rynku dobrze działającym amortyzatorem pod duże koło.
Komentarze (0)

Napisz Komentarz
| « poprzednia | następna » |
|---|

