BikeFama społeczność wszystkich rowerzystów

Jesteś tutaj: Start

Społeczność rowerzystów BikeFama.pl rower, rowery - Forum, kolarstwo, zdjęcia, zawody, wycieczki rowerowe wyprawy

Witaminy i minerały pilnie potrzebne!

Wszystkich niezbędnych składników dla naszego organizmu powinniśmy dostarczać przede wszystkim wraz z pożywieniem. Niestety rozwój cywilizacyjny poszedł w takim kierunku, co możemy łatwo zaobserwować, że nie ma fizycznie takiej możliwości. Niezbędna jest zatem suplementacja, czyli uzupełnianie diety większą ilością niektórych substancji oraz preparatami witaminowo-mineralnymi.

Więcej…

Czy wszystkie witaminy i minerały dostępne na rynku są takie same?

Suplementacja witaminowo-mineralna to temat na kilka lub nawet kilkanaście publikacji. Mimo to zawsze staram się choć trochę naświetlać ten problem i uświadamiać, że umiejętność zażywania witamin i minerałów jest bardziej skomplikowana, niż nam się wydaje.

Więcej…

Wyprawa wzdłuż wschodniej granicy


Przemyśl - Suwałki

lipiec 2010, 750km


Piątek, 9. lipca
Kępno - Kraków (pociąg)

Wyruszamy pociągiem z Kępna do Katowic, gdzie według planu mieliśmy spać na campingu. Kilka godzin później z pewnych względów lądujemy w Krakowie, gdzie po wieczornym “zwiedzaniu” starówki nocujemy. Na rowerach robimy kilka kilometrów.




Sobota, 10. lipca
Kraków - Przemyśl (pociąg) 
Przemyśl - Wyszatyce - Kalników - Korczowa - Wielkie Oczy (~65km)

Odjazd z głównego chwila przed dziewiątą oznaczał dla nas poranną przejażdżkę po Krakowie. Piękna pogoda tak wpłynęła na nasze samopoczucie, że już od wczesnych godzin rannych, po kilku godzinach snu byliśmy gotowi ruszać w drogę.
Około godziny pierwszej, niemalże bez opóźnienia wysiadaliśmy z pociągu na stacji Przemyśl Główny. Humory dopisywały, zjedliśmy obiad (co zajęło nam bagatela dwie godziny) i ok. 15 wyruszyliśmy w trasę. Już po kilku kilometrach upalna pogoda zaczęła dawać się we znaki, co w połączeniu z tragiczną jakością nawierzchni (mam na myśli szczególnie odcinek po przekroczeniu kładki na Sanie) byłoby tragiczne w skutkach. Byłoby. Jednak otaczające nas bezkresne łąki, oceany zbóż, malowniczo położone cerkiewki regenerowały nasze siły i pozwoliły jechać dalej. Tajemnicze, zaczarowane miejsca nie budziły cienia wątpliwości co do swojej polskości, jednocześnie czuć było unoszącą się w powietrzu nutkę dziczy. 
Mieliśmy trudności ze znalezieniem noclegu. Miejscowi radzili, żeby rozbić się na którymś z pastwisk kawałek od drogi. Wybraliśmy jedno w okolicach Budzynia, jednak szybko zostaliśmy przegonieni. Schronienie dał nam ksiądz w parafii Wielkie Oczy, za co jesteśmy mu ogromnie “Bóg zapłać”.



Niedziela, 11. lipca
Wielkie Oczy - Budomierz - Horyniec Zdrój (Radruż) - Werchrata - Wola Wielka (~70km)

Pobudka przed siódmą, msza, śniadanie i w trasę. Miejscowość Wielkie Oczy jest jak najbardziej warta uwagi. Zachowała się tam spora ilość domów drewnianych, układ miejski z rynkiem otoczonym kamieniczkami, synagoga. Dodatkowo jak w wielu innych przygranicznych miejscowościach znajduje się tam cerkiew i kościół. Kilka kilometrów dalej obejrzeliśmy cerkiew w Wólce Żmijowskiej i Sanktuarium na Płomieniu z sosną o pięciu pniach. W Budomierzu przy sklepie zjedliśmy drugie śniadanie. Taki sposób jedzenia ma swoje zalety: możliwość zrobienia zakupów, zajęcia ławeczki na dłuższą chwilę czy też zapytania miejscowych o drogę, co niejednokrotnie kończyło się kłótnią pomiędzy panami Zdzichem i Frankiem (każdy z nich znał “lepszy” wariant).
Żar lejący się z nieba nie pozwalał jeździć w godzinach południowych. Niemalże każdego dnia byliśmy zmuszeni robić długie przerwy, co ewidentnie wpłynęło na średni dzienny przebyty dystans. W Horyńcu zaszyliśmy się na kilka godzin w okolicach zalewu. Wymoczyliśmy nogi, napełniliśmy żołądki strawą i napitkiem wszelakiej maści, po czym udaliśmy się do Radruża z zamiarem zwiedzenia tamtejszego kompleksu cerkiewnego - jak wielokrotnie powtarzała nasza pani przewodnik - zabytku klasy zerowej. 
Nocowaliśmy w gospodarstwie agroturystycznym w Woli Wielkiej, miejscowości gdzie oglądaliśmy kolejną drewnianą prawosławną świątynię. Gospodarstwo to znajduje się przy drodze na samym wylocie z wioski w stronę Łukawicy. Właściciele mili i otwarci na rowerzystów, jest możliwość rozbicia namiotu, osobiście szczerze polecam.



Poniedziałek, 12. lipca
Wola Wielka - Susiec - Józefów - Zwierzyniec (~65km)

Dzięki doskonałej nawierzchni drogi odciek Wola Wielka - Susiec pokonaliśmy poruszając się z prędkością bliską prędkości światła, jednak jeszcze przed jedenastą dopadł nas skwar. Nie wystawiając nosa z klimatyzowanego lokalu którejś z miejscowych restauracji wegetowaliśmy tam, dopóki wyjście na zewnątrz nie groziło poparzeniem, udarem, wycieńczeniem organizmu, wysypką z powikłaniami i marną śmiercią czyli po godzinie szesnastej.
Zadziwieni pięknem otaczającego nas krajobrazu dotarliśmy do Zwierzyńca - miejscowości, której smak znaliśmy już od kilkudziesięciu kilometrów za sprawą miejscowego browaru.

 


 

Wtorek, 13. lipca
Zwierzyniec - Zamość (~30km)

Nie da się ukryć, ilość przejechanych kilometrów na dzień dramatycznie spadła. Jak wcześniej wspominałem powód tendencji zniżkowej był jeden - jakże znienawidzony i przeklęty przez uczestników wyprawy piekielny upał. Codzienna kilkugodzinna siesta była tragiczna w skutkach dla naszej kondycji fizycznej. Mówiąc matematycznie dzienny dystans pokonany na rowerach (w kilometrach) był odwrotnie proporcjonalny do pochłoniętego lokalnego złocistego trunku (w litrach, najlepiej podawać schłodzony). Przynajmniej w naszym przypadku.

Wtorek zaczęliśmy od zwiedzania Zwierzyńca, później udaliśmy się nad stawy Echo by zażyć trochę kąpieli, ostudzić choć trochę nasze rozgrzane do czerwoności ciała.

Tego dnia planowaliśmy jeszcze dojechać do Zamościa (ambitnie, wiem), odcinek ten był jednym z piękniejszych pod względem jakości otaczającego nas krajobrazu. Jak się później okazało była to uwertura do samego miasta Zamościa, które po prostu zachwyca.

Tutaj zaczęły się problemy ze sprzętem. Uciekające śpiwory, spadające skawy, nieusłuchany bagażnik i inne historie. Ktoś mi kiedyś powiedział, że dobre sakwy są na wyprawie gwarantem spokoju. Zgadzam się z tym stwierdzeniem w stu procentach, jeździłem z Crosso Expert i jestem kontent. Zero problemów.

 

 



 

Środa, 14. lipca

Zamość - Skierbieszów - Siennica Różana - Chełm - Wola Uhruska (~105km)

 

Z tego odcinka najlepiej zapamiętaliśmy (może inaczej - nasze nogi zapamiętały) mordercze podjazdy. Wydaje mi się, że “mordercze” to odpowiednie słowo biorąc pod uwagę niesprzyjające warunki atmosferyczne. Kilkukilometrowe odcinki czasem do 10% nachylenia terenu w nieludzkim skwarze i w towarzystwie much końskich niezbyt optymistycznie nastawiały nas na resztę dnia. Ktoś tam na górze zlitował się nad nami dopiero po południu. Intensywny deszcz szybko zmienił gładką nawierzchnię asfaltowej drogi w rwący górski potok. Takie niespodzianki się zdarzają, dlatego warto zadbać przed wyjazdem, aby sakwy były wodoszczelne.

 

Około dwie godziny poświęciliśmy na zwiedzanie Chełmu i udaliśmy się dalej. Ze względu na zbliżający się zmierzch rozglądaliśmy się już za noclegiem. Oglądając piękny zachód słońca dotarliśmy do miejscowości Wola Uhruska, gdzie mieliśmy swoje pierwsze spotkanie z Bugiem. Schronienie znaleźliśmy w schronisku młodzieżowym urządzonym w szkole podstawowej na okres wakacji. Warto korzystać z ich usług - za parę złotych (bodajże 8 zł bez legitymacji szkolnej) dostaje się dach nad głową, coś w rodzaju aneksu kuchennego, łóżko polowe i rower pod kluczem przez noc. Znam ludzi, którzy kiedy śpią w namiocie trzymają koło roweru. W takim przypadku nawet jedna noc pod kluczem jest ogromnym błogosławieństwem. Po drodze widzieliśmy więcej takich schronisk, dobrze jest więc pytać w większych miejscowościach o szkoły i po prostu nie przepłacać.


 

Czwartek, 15. lipca

Wola Uhruska - Włodawa - Sławatycze - Jabłeczna - Kodeń - Terespol (~115km)

Trasą wiodącą przez mokradła, lasy, stepy i wioski pełne drewnianych chat dotarliśmy do Orchówka, tam zjedliśmy śniadanie. Pierwszy sklep znaleźliśmy po 30 km przejechanych na czczo. Najedzeni udaliśmy się do Włodawy, gdzie właśnie odbywał się festiwal muzyki folklorystycznej. Pobieżnie zwiedziliśmy miasto i mimo upału ruszyliśmy dalej. Niedługo potem tradycyjnie trzeba było znaleźć miejsce, gdzie moglibyśmy się schować przed słońcem na kilka godzin. Zatrzymaliśmy się w Jabłecznej. Wioska ta znana jest głównie ze względu na jeden z pięciu prawosławnych monasterów w naszym kraju. Podczas postoju nadarzyła się okazja nawiązać bliższy kontakt z miejscowymi. Zaczęło się standardowo - pytania skąd i dokąd jedziemy, jednak chwilę później pojawił się starszy pan który stwierdził, że “na hanysów nie wyglądamy” i wysłał młodego po harmoszkę. Półtoragodzinny solowy recital wypełniony piosenkami rodem z obu stron Bugu wprawił nas w osłupienie. Chwilę później były już tylko tany i dzikie pląsy:). Dziadek wyśpiewywał tak sprośne piosenki, że tylko rozglądał się, czy jakaś baba nie idzie, bo z pewnością zarobiłby w pysk. Był również doskonałym konferansjerem, w przerwach między utworami zręcznie rzucał anegdotkami. To o babach, to o życiu, głównie jednak ograniczając się do tego pierwszego. Nie dawał nam odjechać. Zawsze miał coś jeszcze do powiedzenia i ze dwie piosenki. Cudem udało się nam opuścić Jabłeczną i mimo później pory dotarliśmy do Terespola jeszcze przed zachodem słońca. Przeżyliśmy istne spotkanie trzeciego stopnia z folklorem.

W Terespolu kolejny raz skorzystaliśmy z usług schroniska młodzieżowego zorganizowanego tym razem w liceum. Od rodowitych Terespolanek (w wieku gimnazjalnym) dowiedzieliśmy się, że jeśli w ich mieście jest coś ciekawego, to tylko festyn w sobotę:).

 


Piątek, 16. lipca

Terespol - Janów Podlaski - Gnojno - Serpelice - Fronołów (~75km)

Fronołów - Hajnówka (pociąg)

Hajnówka - Białowieża (20km)

 

Upał. Pani księgowa odprawiła nas krzyżem na drogę. Po drodze mijaliśmy bardzo dużo rowerzystów, głównie grupami i bez sakw. Okolica przyciąga turystów pięknymi krajobrazami przełomu Bugu. W Gnojnie mieliśmy okazję się przez owy Bug przeprawić promem, z czego jednak nie skorzystaliśmy. Do samego Fronołowa droga upłynęła nam bez większych przygód. Po krótkiej sieście wsiedliśmy do pociągu i udaliśmy się do Hajnówki. Odcinek Hajnówka - Białowieża był dla mnie osobiście bardzo pechowy. Dwie gumy naraz w jednym rowerze to nieczęsto spotykana rzecz. Zaryzykuję stwierdzenie że wymiana dętek w środku białowieskiej puszczy była jedną z największych atrakcji tego dnia.


Sobota, 17. lipca

Białowieża - Narewka - Bondary - Jałówka (~70km)

Poprzedniego dnia wieczorem za bardzo skolegowaliśmy się z Żubrami, co zaowocowało pobudką około południa i brakiem jakiejkolwiek chęci ruszania się z Białowieży. Jednak po zwiedzeniu najciekawszych miejsc w okolicy ruszyliśmy w stronę Narewki. Jadąc przez białowieską puszczę coś użarło kolegę Murzyna w palec. Kiedy opisał nam jak to coś mniej więcej wyglądało, zgodnie stwierdziliśmy, że właśnie znajdujemy się w lesie Fangorn, a ów latający imć to sam czarny Nazgul na swoim smoku:).

Tego dnia najbardziej przypadł mi do gustu odcinek od Juszkowego Grodu do Jałówki. Tereny słabo zaludnione mają jednak swoje wady. Trudno znaleźć nocleg. Całą nadzieję pokładaliśmy w Jałówce, jakże jednak się zawiedliśmy. Ludzie patrzyli się na nas, jakbyśmy spadli z księżyca. Tak też sami się czuliśmy. Do najbliższej szkoły 26 km, więc schronisko odpada. Gospodarstwo agroturystyczne? “U nos panie ni mo, ale jest hotel”. Alleluja. Ładny, nowy budynek, ale brama zamknięta, a domofon głuchy. Rozważaliśmy jeszcze kilka wariantów: sołtys, proboszcz, pop? Ten ostatni zaoferował nam trawnik za cerkwią, z którego bez chwili namysłu skorzystaliśmy.

 


Niedziela, 18. lipca

Jałówka - Kruszyniany - Krynki - Sokółka (~65km)

Sokółka - Suwałki (pociąg)

Suwałki - Stary Folwark (~10km)

W Jałówce długo nie zabawiliśmy. Chwilę po czwartej rano byliśmy na nogach. Mając perspektywę pokonania niemal 25 kilometrów szutrem nie było innego wyjścia. Powód był oczywisty - słonecko, którego podczas wyjazdu nigdy nie brakowało. Po przejechaniu tego odcinka do listy powodów wczesnego wyjazdu mogliśmy dodać jeszcze jeden - wschód słońca na podlaskich stepach. Coś niebywałego.

Jeszcze przed wyruszeniem na wyprawę planowaliśmy zajechać do tatarów w Kruszynianach na jakieś ichniejsze żarcie. Pech zechciał jednak żebyśmy wylądowali tam o szóstej rano w niedzielę. Tak więc innym razem:). Obejrzeliśmy jeden z dwóch meczetów w naszym kraju i ruszyliśmy do Krynek z nadzieją napotkania jakiegoś czynnego sklepu, bo tak się niefortunnie złożyło, że byliśmy jeszcze bez śniadania. Przyszło nam czekać aż do godziny ósmej.
Po drodze do Sokółki rozpętało się piekło. Tego dnia miał paść kolejny temperaturowy rekord.

 

Był to ostatni dzień kiedy pokonaliśmy większą ilość kilometrów na rowerach. Mieliśmy możliwość powrotu do domu z Sokółki, nikt jednak nie miał najmniejszego zamiaru odpuszczać sobie tego jednego dnia w Suwałkach. Nocowaliśmy w schronisku PTTK nad Wigrami. Świetna lokalizacja i śmiesznie niskie ceny - szczerze polecam.

 

Poniedziałek 19. lipca

Stary Folwark - Suwałki (~10km)
Suwałki - Białystok (pociąg)

 

Wtorek, 20. lipca

Białystok - Kępno (pociąg)


Galeria zdjęć z wyprawy

 

 

Metody odbudowy chrząstki stawowej

Kuracja farmakologiczna chrząstki stawowej

Jak zbudowana jest chrząstka ?


Chrząstkę zaliczamy do podporowych odmian tkanki łącznej. Jej skład opiera się na wyspecjalizowanych komórkach fibroblastów zwanych osteocytami i chondrocytami. Powierzchnie stawowe ciała ludzkiego zbudowane są z 2 typów chrząstki: szklistej i włóknistej. Chrząstka szklista jest to silnie uwodniona substancja międzykomórkowa zbudowana z włókien kolagenowych typu II i substancji podstawowej.

Więcej…

Test opon Geax GATO 1.9 kevlar

Dzięki uprzejmości sklepu internetowego BikeTires.pl – pierwszego sklepu internetowego w Polsce poświęconego wyłącznie tematyce kół rowerowych otrzymaliśmy do testów opony Geax Gato w wersji Kevlarowej (zwijanej).



Dostałem wersję szerokości 1.9 – najbardziej przeze mnie preferowane. Opony Geax Gato to typowa wersja terenowa dla roweru górskiego. Jak czytamy na stronie BikeTires.pl Gato to agresywna opona, która sprawdzi sie w cięższym terenie na mokrej nawierzchni. Dobrze radzi sobie z samoczyszczeniem, a gwiaździście rozmieszczone klocki w środkowej części radzą sobie z niemal każdą przeszkodą.

Opony zostały przeze mnie przetestowane bardzo dokładnie. Zgodnie z opisem postanowiłem rozpocząć testy od szlaku terenowego w Beskidzie Małym – trasa Świnna Poręba – Andrychów prowadzącego między innymi przez Leskowiec. Pogoda akurat dopisywała – deszcz, mokro i mglisto – w sam raz przełożyło się na śliskie korzenie, błotniste zjazdy i podjazdy. W połączeniu z ostrymi kamieniami oraz miejscami kątem nachylenia gdzie większość osób nawet nie myśli o próbie jazdy (w górę i w dół) dało to pierwszy obraz możliwości opon. Dałem im jeszcze dodatkowy kredyt zaufania związany z faktem, że są nowe i mogą potrzebować kilku kilometrów więcej na tzw dotarcie.



Pierwsze wrażenia były pozytywne. Dobrze trzymają na podjazdach – pomimo stromości terenu i typowo mokrym, prawie błotnistym podłożu nie kręcą się w miejscu gdzie tylko rowerzysta traci energię. W takich prawie ekstremalnych warunkach dodatkowo potrzebna jest technika – by w krytycznych momentach wyratować sytuację i nie stanąć w miejscu. Do góry nie osiąga się jednak dużych prędkości. Zjazdy podczas tej próby w padającym deszczu na ostrych zakrętach lub trawersach z prędkością powyżej 30km/h dały odczuć niepewność trzymania bocznego opony. Takie warunki jednak są nie do przejścia dla praktycznie wszystkich opon (dla typowego roweru MTB, nie DH czy Enduro). Przy schronisku na Groni Jana Pawła II rozpadało się na dobre, powrót czarnym szlakiem w stronę Andrychowa jest już typowo kamienisty z elementami ubitego żwiru lub ziemi. Opony na bardzo ostrym zjeździe po którym praktycznie płynęła woda trzymały bardzo dobrze – to jest jeszcze utwardzono żwirowy fragment. Nie tak źle pomyślałem. Następny „ziemny” odcinek z błotem nie dał się zaskoczyć – warto jednak uważać na zakrętach przy bardzo dużych prędkościach gdyż mam wrażenie, że opony nie są w mokrych warunkach 100% pewne.



Trasa w terenie na pierwszym teście wyniosła ok 15 kilometrów. Trasa do i z „Beskidu Małego” to po ok 50km w jedną i drugą stronę w 100% asfaltem. Opony nie stawiają większego oporu i spokojnie można utrzymywać stałą dużą prędkość. Na typowo śliskim mokrym asfalcie trzymają się bardzo dobrze (zależy od rodzaju tego asfaltu) – jednak osobiście nie mam co do nich większych zastrzeżeń w tej kwestii.

Kolejne testy odbywały się w okolicy Trzebini i Chrzanowa w warunkach zarówno asfaltowych jak i terenowych podczas suchych warunków – tutaj praktycznie zastrzeżeń nie mam do opon żadnych – żwirowe czy ubite terenowe ścieżki, podjazdy po korzeniach – jeśli tylko technika jest to i podjazd spokojnie można pokonać.

Pewnej niedzieli ponownie zawitaliśmy w większym gronie w Beskid Mały, tym razem szlak czerwony od strony Przełęczy Kocierskiej w stronę Leskowca, dalej do Wadowic. Piękna pogoda – suche warunki. Pierwsze kilometry mijały na próbach tzw podjazdów niemożliwych – większe luźne kamienie i ostry kąt natarcia. Kamienie się ślizgały mocno spod kół co zaowocowało mocnym i bolesnym uderzeniem kolanem w mostek. Zrzucać winę na opony czy technikę? Raczej gdzieś pomiędzy. By nie „dobić” dętki były mocno nabite powietrzem – stąd już przekroczona została granica przyczepności na tych najtrudniejszych podjazdach. Mniejsze ciśnienie – opony dobrze się trzymają podłoża – łatwiej natomiast dobić.
Testy w suchym terenie oceniam na 8 w skali 10 stopniowej.



Zwieńczeniem testów miał być start w maratonie Michałowice (pod Krakowem). Dzień przed mocno popadało – stąd też zapowiadała się dobra zabawa. Maraton Michałowice pamiętałem jako ultra błotnisty – wręcz gliniasty podczas takich warunków. Tegoroczne powodzie zdecydowanie wpłynęły również na trasę tegorocznego maratonu – stał się on dużo trudniejszy a niektóre zjazdy trudnością nie są spotykane nawet na górskich edycjach ogólnopolskich imprez.

Tym lepiej dla testu opon ;) Start był w suchych warunkach. Po kilku kilometrach zaczęły się błota, trawiaste i gliniasto-błotniste podjazdy. Tutaj jednak miałbym minimalnie do zarzucenia tym oponom. Momentami na stromych terenowych podjazdach po glinie ślizgały się dosyć nieprzyjemnie (część osób prowadziła, część jechała). Na jednym z typowo gliniastych i rozjeżdżonych podjazdów poddały się kompletnie i kręciłem w miejscu. Na pocieszenie warto dodać, że prawdopodobnie nikt w tym miejscu nie podjechał.

Trasa przebiegała dużo po polach, trawach, czy kamienistych ekstremalnie wypłukanych przez deszcze zjazdach trudności 7/10 (gdzie dla porównania dla słynnego z maratonu krakowskiego zjazdu w wąwozie kochanowskim daje maksymalnie 5/10 a zjazd z Pilska w Beskidzie Śląskim ma u mnie 9/10). Tutaj mogłem bać się o dobicie – jednak optymalne ciśnienie w oponach i ostrożność przed agresywnym wjazdem na duże kamienie spowodowało, że opony dały radę. Ostatecznie opony wjechały na metę na 12 miejscu open (113 sklasyfikowanych) na dystansie MEGA.



Podsumowując test opony nadają się do ostrej jazdy terenowej w terenach górskich. Najlepiej sprawdzą się jednak w warunkach suchych (ocena 8/10). Ostre kamienie, podjazdy po korzeniach, ubity szuter nie są oponom straszne. Opony zachowują się mniej pewnie w terenie błotnistym i gliniastym, zwłaszcza na trawersach gdzie ewidentnie nie mają dobrego bocznego trzymania oraz ostrych, agresywnych zwrotach - wolniej również się czyszczą z przylepionego błota (ocena 6,5/10). Należy również uważać na gładkim śliskim asfalcie  (spotykanym na szczęście bardzo rzadko) gdyż tutaj jedziemy jak po lodzie (3/10). Za jazdę na pozostałych nawierzchniach ubitych i asfaltowych opony mają ode mnie 9/10. Łączna ocena końcowa 8/10 i potwierdzenie, że opony nadają się zarówno na wycieczki rowerowe w terenach górskich jak i starty w maratonach gdzie można spotkać zarówno trochę suchego jak i mokrego podłoża z użyciem kamieni, korzeni czy szutru.

Minusem opon, którego nie da się pominąć jest również szybkie zużywanie się. Jeśli zrobiłem na nich 500 kilometrów to będzie dobrze - natomiast widać już mocne ślady zużycia. Opony pociągną do 2-3 tysięcy kilometrów maksymalnie (takiego stylu jazdy). Na początku opona wręcz wgryzała się w asfalt czy ubity teren i aż zachęcała dźwiękiem do jeszcze ostrzejszego naciskania na pedały.

Na koniec warto dodać, że opony ściąga i zakłada się bardzo łatwo – wystarczy użycie jednej łyżki (oczywiście zależy od rodzaju obręczy koła).

Jeszcze raz dziękujemy BikeTires.pl za udostępnienie opon do testów.

Zdjęcia prezentują opony podczas testów w suchych warunkach.

Strona 4 z 224

Polecamy: portal społeczności dla miasta chrzanów i najbliższych okolic | wynajmij na imprezę limuzyny bydgoszcz | usługi Sprzątanie Kraków tanie i skuteczne, polecamy usługi fotograficzne fotografia ślubna tarnowskie góry i śląsk. Ćwiczenia jogi na śląsku Joga Gliwice i okolicach. A jeśli już jesteśmy przy temacie ćwiczeń to zobacz koniecznie klub sportowy katowice, zajęcia fitness, sztuki walki i relaksacyjne