
Jakie są szanse na start Alberto Contadora oraz Lance Armstronga w ruszającym w sierpniu Tour de Pologne? Kto by mógł taką rywalizację z nich obu wygrać? Materiał Lookr.tv z udziałem Czesława Langa
BikeFama społeczność wszystkich rowerzystów

Jakie są szanse na start Alberto Contadora oraz Lance Armstronga w ruszającym w sierpniu Tour de Pologne? Kto by mógł taką rywalizację z nich obu wygrać? Materiał Lookr.tv z udziałem Czesława Langa

Piątek, 9. lipca
Kępno - Kraków (pociąg)
Wyruszamy pociągiem z Kępna do Katowic, gdzie według planu mieliśmy spać na campingu. Kilka godzin później z pewnych względów lądujemy w Krakowie, gdzie po wieczornym “zwiedzaniu” starówki nocujemy. Na rowerach robimy kilka kilometrów.
Sobota, 10. lipca
Kraków - Przemyśl (pociąg)
Przemyśl - Wyszatyce - Kalników - Korczowa - Wielkie Oczy (~65km)
Odjazd z głównego chwila przed dziewiątą oznaczał dla nas poranną przejażdżkę po Krakowie. Piękna pogoda tak wpłynęła na nasze samopoczucie, że już od wczesnych godzin rannych, po kilku godzinach snu byliśmy gotowi ruszać w drogę.
Około godziny pierwszej, niemalże bez opóźnienia wysiadaliśmy z pociągu na stacji Przemyśl Główny. Humory dopisywały, zjedliśmy obiad (co zajęło nam bagatela dwie godziny) i ok. 15 wyruszyliśmy w trasę. Już po kilku kilometrach upalna pogoda zaczęła dawać się we znaki, co w połączeniu z tragiczną jakością nawierzchni (mam na myśli szczególnie odcinek po przekroczeniu kładki na Sanie) byłoby tragiczne w skutkach. Byłoby. Jednak otaczające nas bezkresne łąki, oceany zbóż, malowniczo położone cerkiewki regenerowały nasze siły i pozwoliły jechać dalej. Tajemnicze, zaczarowane miejsca nie budziły cienia wątpliwości co do swojej polskości, jednocześnie czuć było unoszącą się w powietrzu nutkę dziczy.
Mieliśmy trudności ze znalezieniem noclegu. Miejscowi radzili, żeby rozbić się na którymś z pastwisk kawałek od drogi. Wybraliśmy jedno w okolicach Budzynia, jednak szybko zostaliśmy przegonieni. Schronienie dał nam ksiądz w parafii Wielkie Oczy, za co jesteśmy mu ogromnie “Bóg zapłać”.
Niedziela, 11. lipca
Wielkie Oczy - Budomierz - Horyniec Zdrój (Radruż) - Werchrata - Wola Wielka (~70km)
Pobudka przed siódmą, msza, śniadanie i w trasę. Miejscowość Wielkie Oczy jest jak najbardziej warta uwagi. Zachowała się tam spora ilość domów drewnianych, układ miejski z rynkiem otoczonym kamieniczkami, synagoga. Dodatkowo jak w wielu innych przygranicznych miejscowościach znajduje się tam cerkiew i kościół. Kilka kilometrów dalej obejrzeliśmy cerkiew w Wólce Żmijowskiej i Sanktuarium na Płomieniu z sosną o pięciu pniach. W Budomierzu przy sklepie zjedliśmy drugie śniadanie. Taki sposób jedzenia ma swoje zalety: możliwość zrobienia zakupów, zajęcia ławeczki na dłuższą chwilę czy też zapytania miejscowych o drogę, co niejednokrotnie kończyło się kłótnią pomiędzy panami Zdzichem i Frankiem (każdy z nich znał “lepszy” wariant).
Żar lejący się z nieba nie pozwalał jeździć w godzinach południowych. Niemalże każdego dnia byliśmy zmuszeni robić długie przerwy, co ewidentnie wpłynęło na średni dzienny przebyty dystans. W Horyńcu zaszyliśmy się na kilka godzin w okolicach zalewu. Wymoczyliśmy nogi, napełniliśmy żołądki strawą i napitkiem wszelakiej maści, po czym udaliśmy się do Radruża z zamiarem zwiedzenia tamtejszego kompleksu cerkiewnego - jak wielokrotnie powtarzała nasza pani przewodnik - zabytku klasy zerowej.
Nocowaliśmy w gospodarstwie agroturystycznym w Woli Wielkiej, miejscowości gdzie oglądaliśmy kolejną drewnianą prawosławną świątynię. Gospodarstwo to znajduje się przy drodze na samym wylocie z wioski w stronę Łukawicy. Właściciele mili i otwarci na rowerzystów, jest możliwość rozbicia namiotu, osobiście szczerze polecam.
Poniedziałek, 12. lipca
Wola Wielka - Susiec - Józefów - Zwierzyniec (~65km)
Dzięki doskonałej nawierzchni drogi odciek Wola Wielka - Susiec pokonaliśmy poruszając się z prędkością bliską prędkości światła, jednak jeszcze przed jedenastą dopadł nas skwar. Nie wystawiając nosa z klimatyzowanego lokalu którejś z miejscowych restauracji wegetowaliśmy tam, dopóki wyjście na zewnątrz nie groziło poparzeniem, udarem, wycieńczeniem organizmu, wysypką z powikłaniami i marną śmiercią czyli po godzinie szesnastej.
Zadziwieni pięknem otaczającego nas krajobrazu dotarliśmy do Zwierzyńca - miejscowości, której smak znaliśmy już od kilkudziesięciu kilometrów za sprawą miejscowego browaru.

W nasze ręce celem przetestowania trafiły krótkofalówki firmy Topcom, model 7100. Dostaliśmy cały zestaw czyli Twintalker 7100 Sport Pack. W niedużej walizce znajdują się 2 krótkofalówki, ładowarka, instrukcje, słuchawki oraz sportowe pokrowce do zamocowania na przykład ręce.
Pierwsze co rzuca się w oczy to rozmiar, krótkofalówki nie są większe od przeciętnego telefonu. Są wręcz zaskakująco małe - mają tylko 15mm grubości i prawie 10 centymetrów długości – do tego jednak trzeba jeszcze doliczyć 4 cm anteny. Waga jednego radiotelefonu to tylko 75 gram. Na początku nie wydawało się nam się, że tak małe urządzenie pozwoli komunikować się na odległość dziesięciu kilometrów - bo tyle deklaruje producent.
Artykuł sponsorowany
Jazda na rowerze bywa wyczynowa albo przede wszystkim przyjemna. Rower na coraz bardziej zatłoczonych ulicach staje się również szybkim środkiem transportu. Niestraszne mu korki ani duże odległości. Jazda na nim to również samo zdrowie! Dlaczego zatem tak niewiele osób w porównaniu do krajów zachodnich jest przekonanych do pokonywania odległości na rowerze? Polsce daleko do Holandii między innymi z powodu przekonania, że jeżdżąc rowerem, trzeba maksymalnie ograniczać ilość przewożonych rzeczy. Powszechnie sądzimy, że jazda na rowerze to same ograniczenia. Jak bardzo mylne jest to przekonanie, można się przekonać, korzystając z sakw MSX. Wyroby MSX pozwalają przewozić nawet zimne napoje i lody, nie pozwalając na ich roztopienie.
Sakwy rowerowe MSX to doskonała alternatywa zarówno dla ekskluzywnych produktów, jak również tanich, niskiej jakości toreb. Idealnie wpisuje się w rynek, uzupełniając jego braki. MSX poza bardzo wysoką trwałością i jakością to również niezwykle atrakcyjna cena. Sakwy MSX to najlepszy stosunek, jakości do ceny!

Uniwersalne zastosowanie produktów MSX decyduje o ich niezwykłej popularności. Sakwy MSX pasują na wszystkie modele bagażników. Mogą być również z powodzeniem mocowane do kierownicy. Produkty MSX sprawdzają się bez zarzutów w każdych warunkach pogodowych i terenowych: są w 100% wodoszczelnie, pyłoszczelne, do ich produkcji wykorzystano technologię ułatwiającą szybki dostęp do ich wnętrza. Sposób mocowania sakw do rowerów uniemożliwia ich przesuwanie się, rysowanie lakieru oraz zniszczenie ich wnętrza. Dodatkowe wzmocnienia w miejscach narażonych na przetarcie pozwala cieszyć się z możliwości sakw przez dłuższy czas. Niezwykłe jest również łączenie szwów – elementu, po którym poznaje się zazwyczaj klasę danego produktu. Do tego celu wykorzystano technologię Xr 2000 ™, która zapewniam 100% wodoszczelność i odporność na kurz. Możliwość zakupu poszczególnych elementów sakw czyni produkty MSX właściwie niezniszczalnymi! Można ich używać z powodzeniem przez 365 dni w roku. Sakw nie trzeba oszczędzać ani zostawiać na lepsze czasy. Jeśli mimo wszystko dany produkt ulegnie uszkodzeniu, producent zapewnia poza 24-miesięczną gwarancją również części wymienne.
![]()
Wysokiej jakości sakwy rowerowe niemieckiej marki MSX można nareszcie nabyć bezpośrednio od polskiego dystrybutora za pośrednictwem strony www.sakwy.msx.pl. To doskonała wiadomość dla wszystkich pasjonatów jazdy rowerowej – posiadaczy zarówno profesjonalnych modeli rowerów, jak i tych stworzonych do jazdy rekreacyjnej. Sakwa na kierownicę ma pojemność 9 litrów, a sakwy na bagażnik mają pojemność od 50 do 60 litrów.
Cena za komplet sakw: 267 złotych, cena torby na kierownicę: 176 złotych.
Więcej informacji: http://www.sakwy-msx.pl
Strona 4 z 224