BikeFama społeczność wszystkich rowerzystów

Jesteś tutaj: Start Turystyka Alpy sierpień 2009 - relacja z wyprawy

Alpy sierpień 2009 - relacja z wyprawy

Druga wyprawa w Alpy doszła w końcu do skutku.
Wystartowaliśmy o 3:00 z Warszawy, po 15 godzinach jazdy samochodami dotarliśmy do naszego punktu wypadowego, Locarno.
Dzień pierwszy z Locarno do Varzo (532 m npm) etap rozgrzewkowy okazał się cięższy niż przypuszczaliśmy.
Od samego początku wyprawy towarzyszyło nam bezchmurne niebo i temperatura w okolicy 30oC, która dała się nam mocno we znaki.








W wielkich mękach pokonaliśmy te 60 kilometrów i z dużym niepokojem patrzyliśmy na rysujące się przed nami przełęcze, które chcieliśmy zdobyć.

Następnego dnia, na szczęście okazało się, że siły wróciły i z pełną werwą ruszyliśmy ku przełęczy Simplon 2005 m n.p.m. robiąc co jakiś czas postoje na zdjęcia.






Na górze oczywiście raczyliśmy się miejscowym piwem, pierwszy łyk – bezcenne . . .




Nocowaliśmy w miejscowości Brig 670m n.p.m., tego dnia przejechaliśmy ok. 55 km, przewyższenie 1473metry.

Dzień trzeci to tradycyjny etap „ przyjaźni”, który jest wstępem do prawdziwego ścigania.
Oczywiście nie obyło się na etapie bez kilku ucieczek oraz pokonania kilku sztywnych podjazdów.






Tego dnia przejechaliśmy ok. 50 km, najwyższym punktem była miejscowość Oberwald 1370, w której to postanowiliśmy nocować przed kulminacyjnym punktem naszej wyprawy, czyli wspinaczką na przełęcz Furka 2431 m n.p.m.

Dzień czwarty to to co tygrysy lubią najbardziej.
Ruszyliśmy z samego rana, pogoda wyśmienita, na dole (1370m n.p.m. mieliśmy ok. 20 – 25 oC, słońce i widoki zapierające dech w piersiach.
 
Już po przejechaniu kilku kilometrów w oddali zaczęły rysować się serpentyny po których mieliśmy tego dnia wspiąć się na przełęcz Furka






W końcowej fazie wspinaczki, po lotnej premii przy hotelu Belvedere, mogliśmy podziwiać lodowiec, który daje początek rzece Ren.



W końcu dotarliśmy na samą górę.

Gdzie nie zabrakło i śniegu






Podczas zjazdu mieliśmy ambitne plany pobicia naszego zeszłorocznego rekordu prędkości 82,1 km/h, jednak duża ilość camperów spowodowała że udało się wycisnąć tylko 80,10 km/h – pozostał niedosyt . . .


Noc spędziliśmy w miejscowości Andermatt 1440 m n.p.m.
Przejechaliśmy tego dnia ok. 35 km, przewyższenie 1061metrów

Piątego dnia mieliśmy do zdobycia dwie przełęcze Oberalp oraz Lucomagno.
Zapowiadało się ciekawie bowiem cały czas rywalizowaliśmy w naszej klasyfikacji generalnej, były ataki, ucieczki, kryzysy, jednym słowem daliśmy sobie ostro w kość.






Oczywiście na zjazdach cały czas walczyliśmy o rekord.

Zjeżdżając z przełęczy powoli zaczęliśmy rozglądać się nad miejscem do spania, niestety poza hotelami nic nie udało się nam znaleźć, wtedy też zrodził się dosyć szalony pomysł, aby po zdobyciu dwóch przełęczy, przejechaniu już wtedy 70 kilometrów i ok. 1700 metrów przewyższeń, pojechać dalej i spróbować przejechać dalsze 70 kilometrów, aby dotrzeć do naszego campingu w Locarno.
Tempo narzuciliśmy dosyć ostre, biorą pod uwagę że mieliśmy już trochę w rogach, średnia prędkość powyżej 32km/h na tych ostatnich 70 kilometrach była dosyć imponująca.
Na camping dojechaliśmy ok. godziny 20, licznik wskazał przejechane ok. 135 kilometrów.
Ostatni dzień to przede wszystkim zwiedzanie Locarno i kąpiel w jeziorze.

Podsumowując, i tu byliśmy wszyscy zgodni, fakt, iż pogoda była wręcz idealna, nie musieliśmy walczyć z zimnem, wiatrem jak to miało miejsce rok wcześniej, spowodował że jechało się bardzo dobrze, praktycznie wchłonęliśmy niepostrzeżenie cały dystans i pozostał nawet mały niedosyt, że przygoda już się kończy.
Poza tym pierwszy raz jednego dnia udało się nam zdobyć dwie przełęcze, wiemy też że jesteśmy w stanie pokonać dużo dłuższe dystanse niż wcześniej zakładaliśmy.
Na pewno weźmiemy to pod uwagę planując wyprawę Alpy 2010.

Co do sprzętu, tym razem wszyscy jechaliśmy na trekkingach, dwóch z nas na Scottach Sportsterach P3 i P4, był też jeden Author i jedna bliżej nie określona marka.

Jeśli chodzi o moje odczucia co do jazdy na Sportsterze byłem bardzo zadowolony, w dodatku został bardzo dobrze przygotowany przed wyjazdem w warszawskim sklepie rowerowym „PLUS” i chodził niczym szwajcarski zegarek.
W zeszłym roku na wyprawę zabrałem rower górski i bardzo tego żałowałem.
W odniesieniu do zeszłorocznej wyprawy i prędkości pokonywania najcięższych podjazdów na rowerze górskim 5km/h, tegoroczne 9-11km/h na trekkingu było kolosalną różnicą.

Jeśli chodzi o plany na wyprawę 2010, będziemy mocno zastanawiać się nad zakupem szosówek i sposobem montażu na nich sakw oraz cały czas polować na 90km/h na zjeździe.

 

Written by :
Foreight_Admin
Points: 0
 
Komentarze (0)Add Comment

Napisz Komentarz
smaller | bigger

busy

Polecamy: portal społeczności dla miasta chrzanów i najbliższych okolic | wynajmij na imprezę limuzyny bydgoszcz | usługi Sprzątanie Kraków tanie i skuteczne, polecamy usługi fotograficzne fotografia ślubna tarnowskie góry i śląsk. Ćwiczenia jogi na śląsku Joga Gliwice i okolicach. A jeśli już jesteśmy przy temacie ćwiczeń to zobacz koniecznie klub sportowy katowice, zajęcia fitness, sztuki walki i relaksacyjne