
Spontaniczny pomysł, aby czas na oczekiwania na wyniki maturalne spędzić w dość nietypowy sposób. Czterech przyjaciół z jednej klasy maturalnej, wsiada na rower i pedałuje do Amsterdamu. Do miasta, które zostało okrzyknięte stolicą rowerzystów. Do pokonania mamy 759 km. Planujemy dojechać do celu w 8 dni. Dziennie w chcemy pokonywać ok. 100 km. Z braku funduszy jesteśmy zmuszeni spać na dziko. Trasę próbowałem tak ustalić, aby minimalnie, co dwa dni nocować nad jeziorem. Pierwszym naszym przystankiem a zarazem noclegiem jest jeziorko Großer Fursternseer See. Na liczniku będziemy mieli dopiero 108 km. To będzie dzień, tak naprawdę testu. Naszej sprawności fizycznej, sprzętu, oraz tego czy damy rade czasowo. W planach jest wstawanie i ruszanie w trasę miedzy 10 – 11 najpóźniej. Do następnego miejsca naszego biwakowania dzieli nas 96 km. Po drodze będziemy mijać historyczne miejsce miasteczko Wittstock. Pod którym to w dnia 5 października 1636 r. odbyła się jedna z bardziej krwawych bitew wojny trzydziestoletniej. Walki toczyły się pomiędzy wojskami cesarskimi i saskimi a szwedzka armia. Wracając do trasy, część tego odcinka położona jest w prześlicznej okolicy. Co rusz będziemy mijać jeziora. W miejscowości Heiligengrabe spróbujemy wejść na wieżę widokową Blumenthal Observation Tower. Dzien 2 zakonczymy biwakiem niestety już nie nad jeziorem, lecz w małym lesie. Skoro świt pobudka i w drogę. Dzisiaj wjeżdżamy do Mecklenburg-Vorpommern Land oraz szybko przeskakujemy do Niedersachsen land, gdzie będziemy rozkoszować się krajobrazem parku Naturpark Elbufer-Drawehn. Po przejechaniu ok. 107 km, rozbijamy się nad kolejnym urokliwym jeziorem o nazwie Oldenstadler.
W tym samym mieście będziemy mieli okazje zobaczyć kościół zbudowany w XII wieku. Następny dzień będzie po prostu dniem na kopanie w pedały, ile sił w nogach. Celem jest jezioro Rethemer see, które oddalone o 92 km mam nadzieje przyjmie nas przyjemnym miejscem na rozbicie namiotu. Kolejny dzień zacznie się jak poprzednie. Czyli pobudka śniadaniem, składaniem namiotu i w drogę. Tego dnia będziemy mijać miasto Twistringen słynące z rekordu Guinessa w kategorii największy kapelusz zrobiony ze słomy. Zaraz po wyjechaniu z Twistringen wjeżdżamy do parku Naturpark Wildeshauser Gest i po parędziesięciu kilometrach lądujemy ponownie nad jeziorem tym razem bez nazwy. Następny dzień może okazać się ciekawy, ponieważ na naszej drodze w mieście Haselunne znajduje się małe muzeum gorzelnictwa. Tego dnia po przejechaniu ok. 580 km przekraczamy granice Niemiecko – Holenderska. Główny cel w zasięgu ręki.
Tereny przygraniczne niestety nie oferują nam niczym ciekawym do zwiedzenia, wiec dzień pewnie skończy się na rozbiciu namiotu oraz na wielkiej dawce odpoczynku. Następny dzień zaprowadzi nas do miasta Pełny ekranCoevorden, które ma dość nietypowy układ rzeczki przepływającej przez to miasto, ponieważ układa się kształt gwiazdy. Kolejny nocleg nad jeziorem. Czuje, że tej nocy pójdziemy szybko spać, aby jak najszybciej przywitać nowy dzień a zarazem wjechać do głównego celu, czyli Amsterdamu! Aby dojechać do Amsterdamu będziemy musieli przejechać jeszcze 93 km. Trasa wydaje się niezbyt ciekawa, lecz w głębi duszy mam nadzieje, że zobaczymy nie jeden stary wiatrak a holenderskie ścieżki rowerowe będą sprawiać, iż będziemy jechać szybciej. Do pokonania mamy drogę równoległą do autostrady A27 która przebiega przez Jezioro Emmer. Dokładnie przez wyspę Dode Hond, czyli Zdechłego psa. Po drodze miniemy miasto Naarden, gdzie ponownie zobaczymy gwieździsty układ rzeczny. Teraz pozostanie nam pedałowanie do samego Amsterdamu. 17 czerwca planujemy zdobywać na rowerach to przepiękne miasto.
Jak zrodził się ten pomysł?
Historia zaczela sie 21 kwietnia. Kiedy to pojechalismy na wycieczke krajoznawczą, oczywiscie na rowerach ze Szczecina do niemieckiego miasteczka Locknitz. Po dojechaniu do celu rozpaliliśmy ognisko. Jak to na ognisku kielbaska, zimny napoj po męczącącym pedalowaniu oraz rozmowy bez konca. W pewnym momencie padł pomysł nie wiem dokladnie z czyich ust moich czy Zacha. Jedziemy rowerami do Asmterdamu?????
Chetnych zglosilo sie 4. Ja czyli Karol Przybylka, Pawel Kaliszewski, Zachariasz Rzeznicki oraz Andrzej Kazmierczak. Cala wyprawa narazie byla w fazie planow. To ja bylem tym pociagiem napendowym aby zebrac sie wkoncu w garsc i okreslic sie czy jedziemy czy nie. Mozna okreslic ze bylem dupo truja. Trafilismy na niezbyt fajny okres na planowanie takich wypadow. Matura jednak daje w kosc konska dawka stresu oraz zabiera cenny czas. Lecz to co udalo sie nam napewno ustalic to data. 9 czerwca (tuz po tym jak Zachariasz wyjdzie z WKU, a powrot planujemy na 30 czerwca, wtedy to ja musze isc do WKU, wiec bedziemy niezle kopac w pedaly aby dojechac na czas. Trasa gotowa pewnie w trakcie jazdy beda male korekty, ale dzieki aplikacji ktora mam wgrana na komorce bedziecie mogli prawie dzien w dzien sledzicwizualnie na mapie nasze poczynania( to zalezy czy po drodze beda darmowe dostepy do sieci wifi) Co tutaj jeszcze dodac. Poprostu niemozemy sie doczekac az wsiadziemy na rowery i zaczniemy pedalowac do celu;]
Strona wyprawy
Wortal Rowerowe.net objął wyprawę patronatem
Komentarze (1)

Napisz Komentarz
| « poprzednia | następna » |
|---|

