
Wyprawa Wyspy Chorwacji 2009 zakończyła się niemal pełnym sukcesem - jeśli chodzi o zaplanowaną trasę oraz miejsca i miasta które mieliśmy zwiedzić. Jedyną wpadką było ominięcie miasta Bol na wyspie Brac - a to ze względu na fakt, iż zgubiliśmy drogę... Szutrowa ścieżka prowadząca około 8km w dół zakończyła się, nie jak zakładaliśmy na plaży, a 100 metrowym urwiskiem...
Zgodnie z planem natomiast przejechaliśmy przez: wyspę Krk (miasta: Omisalj, Vrbnik, Krk), Cres (Cres, Osor, Valun), Mali Losinj (Mali Losinj), Rab (Rab), Pag (Novalja, Pag), miasta na wybrzeżu - Nin, Zadar, wyspy Ugljan i Pasman, miejscowość Biograd na Moru, Skradin (wodospady na rzece Krka), Szybenik, Trogir, Split, wyspę Brac, miasto Makarska, wyspę Hvar (Jelsa, Hvar, Stari Grad), miejscowość Korcula na wyspie o tej samej nazwie, miejscowości Orebic i Ston na półwyspie Peljesac, wyspę Mljet (Park Narodowy Mljet) oraz miasta Dubrovnik, Cavtat.oraz miejscowość Gruda (patrz moje nazwisko;). W drodze powrotnej samochodem zahaczyliśmy jeszcze o słynne Plitvicka Jezera.
Pogoda dopisywała przez prawie cały czas - oprócz intensywnej burzy w pierwszy i nawałnicy (którą przeczekaliśmy na przystanku autobusowym) w przedostatni dzień wyprawy słońce świeciło całymi dniami, a chmury na niebie były zjawiskiem raczej rzadkim. Gorąco robiło się już od 9 i tak aż do wieczora. W związku z faktem, że pogoda (oprócz 2 wspomnianych dni) była codziennie taka sama – upał od 9 do zmierzchu, brak deszczu i praktycznie brak wiatru – pominąłem, zwykle dość istotne podczas wypraw, opisy pogody dla poszczególnych dni.
Nie upał jednak dał nam się najbardziej we znaki. Największym utrapieniem była dla nas chorwacka roślinność. Wysuszona na wiór i pokryta ostrymi kolcami. Kolce, szczególnie te malutkie, wbijały nam się do opon wielokrotnie. Zużyliśmy 3 zapasowe dętki oraz 17 łatek rowerowych. Niestety, niektórych kolców nie udało nam się zlokalizować w oponach i nawet po założeniu nowej dętki powietrze uchodziło niemal natychmiast do połowy normalnego stanu. Kilka ostatnich dni wyprawy pokonaliśmy na ledwo napompowanych dętkach...
Wstawaliśmy przeważnie przed piątą rano aby zdążyć przejechać choć kilka kilometrów zanim zrobi się gorąco. 'Niestety' chorwackie miasteczka na wybrzeżu są po prostu przepiękne. Za każdym razem zwiedzanie przedłużało się na tyle, że później musieliśmy pedałować nawet po zmierzchu aby nadrobić kilometrów. Najpóźniej jechaliśmy do godziny 23:45.
Najpiękniej było na wyspie Hvar. Tamtejsza droga położona kilkadziesiąt metrów nad poziomem morza zapewniła nam niesamowitych doznań. Po pierwsze jechaliśmy nią po zmierzchu przy pełni księżyca, po drugie nocowaliśmy tuż przy tej drodze, mając świadomość niezwykłości tego miejsca oraz słysząc szum fal gdzieś daleko pod nami i po trzecie dlatego, że poruszaliśmy się nią następnego dnia z rana podziwiając zmieniające się barwy nieba od fioletu prze pomarańcz do błękitu...
Najbardziej zawiodła nas z kolei wyspa Mljet. Zachwalana w przewodniku jako najbardziej zielona wyspa Chorwacji. Owszem była tam mnóstwo lasów... ale co z tego? Wstęp do Parku Narodowego Mljet kosztował 55zł a podziwiać w nim można było... jezioro i las. No cóż po drodze mijaliśmy tysiące piękniejszych widoków i wcale nie musieliśmy za nie płacić... Jedynym pocieszeniem była kąpiel w Veliko Jezero w ww Parku Narodowym - była tam najcieplejsza woda w jakiej pływaliśmy.
W sumie pokonaliśmy 1001km, na rowerze łącznie spędziliśmy niemal 90 godzin. Podróżowaliśmy drogami głównymi, bocznymi, szutrowymi, a nawet kamienistymi szlakami dla pieszych. Nocowaliśmy w najróżniejszych miejscach - na dziko: w przydrożnych krzakach, za kamiennym murkiem na prywatnym polu, w lesie nad przystanią, niemal na drodze nad przepaścią. Kilka razy korzystaliśmy z gościnności przypadkowych ludzi. Więcej niż zakładałem (bo aż 8 razy) spaliśmy na kempingach - głównie w pobliżu dużych miast jak Trogir, Szybenik czy Dubrovnik - tam trudniej było o nocleg na dziko.
Podsumowując wyprawa była niezwykle udana. Przejechaliśmy przez 11 chorwackich wysp, ale również przez 2 dni podróżowaliśmy nieco w głębi kraju poznając Chorwację inną od tej zachwalanej w przewodnikach (przejazd koło pola minowego, rozwalonych domów, ostrzelanych pociskami kościołów czy nawet zniszczonych całych wiosek - pozostałości po wojnie domowej). Kilka niezapomnianych noclegów, mnóstwo odwiedzonych miejscowości, ogromna ilość zwiedzonych zabytków, kąpiele w najróżniejszych częściach wybrzeża, rakija z emerytowanym oficerem i rozmowa do późnej nocy rzucająca nieco światła na wojnę w byłej Jugosławii oraz obecną sytuację polityczną kraju - to wszystko w ciągu 3 tygodni było możliwe tylko na rowerach:)
Relacja:
Dzień 1. Sobota - 18 lipca. Wyspa Krk. Lotnisko "Rijeka" - Omisalj - Vrbnik - Krk. 48,5km. 5h00m

Pierwszy dzień wyprawy. Doprowadzamy rowery do stanu gotowości, zamykamy auto i po 5 wyruszamy.
Jest chłodno, przyjemnie. Zjeżdżamy aż do morza, potem wdrapujemy sie niezwykle stromą ulicą do centrum miasta Omisalj. Zaczyna padać. Burzę przeczekujemy w wejściu do jednego z kościołów. Gdy przestaje padać ruszamy dalej. Niestety deszcz nie daje za wygraną. My tak – rozkładamy namiot i przemoknięci chowamy się w środku. Gotujemy zupę...
Nagle, w przeciągu kilku minut wypogadza się całkowicie. Zadowoleni ruszamy w dalszą drogę. Niesamowicie stromo, momentami nie dajemy rady pedałować – musimy prowadzić rowery. Już w palącym słońcu docieramy do położonego nad morzem Vrbnika. Miasteczko przepiękne – kręcimy się w centrum ponad godzinę. Zwiedzanie ma swoją cenę (jak w przypadku większości chorwackich miast położonych na wybrzeżu) – chcąc wrócić na główną drogę w celu kontynuowania jazdy musimy wspinać się znów pod górę. Do miasta Krk dojeżdżamy po 2 godzinach, szybki ogląd starówki i jedziemy szukać noclegu. Śpimy na ogrodzonym kamieniami polu. Niewiele brakowało a zostalibyśmy nakryci...
Dzień 2. Niedziela - 19 lipca.. Wyspa Krk - Wyspa Cres - Wyspa Mali Losinj. 30,6km. 3h29m.

Wstajemy skoro świt i czym prędzej znikamy z nielegalnego noclegu. Kierujemy się w stronę przystani promowej. Niestety po drodze łapiemy gumę na kamienistej ścieżce. Spóźniamy się na prom i musimy czekać do 9.15 na następny. Nasz pierwszy rejs podczas wyprawy.
Przed 10 jesteśmy na wyspie Cres. Z dwóch dostępnych dróg wybieramy boczną – powinno być szybciej i przyjemniej. Po pokonaniu kilkuset metrów orientuję się, że zapomniałem plecaka z aparatem i wszystkimi pieniędzmi w porcie. Szaleńczy zjazd w dół skończony pomyślnie – plecak leży tam gdzie go zostawiłem:) Idziemy więc dalej. Idziemy bo jest tak niesamowicie stromo, tak że o jeździe nie ma mowy. Po 2,5 godzinach ciężkiej wędrówki w upale docieramy na szczyt wzniesienia. Widoki fantastyczne:)
Główną drogą pędzimy w dół do miasteczka Cres. Po zwiedzeniu nadbrzeżnej starówki wsiadamy do autobusu, rowery pakujemy do luku bagażowego i jedziemy do miasta Mali Losinj. Dziś nie zdążylibyśmy pokonać już tej trasy ale nic straconego – jutro przejedziemy ją, tylko że w odwrotnym kierunku:) Przez 55km przyglądamy się jutrzejszej trasie zza szyb autokaru.
Dwie godziny później pluskamy się w morzu na plaży w Malim Losinju. Jest niedziela – udajemy się więc do miejscowego kościoła. Msza kończy się gdy już zmierzcha. Gdy jest juz zupełnie ciemno dojeżdżamy do kempingu i wykupujemy nieziemsko drogi bilet na nocleg.
Dzień 3. Poniedziałek - 20 lipca. Wyspa Mali Losinj - Wyspa Cres. 71,6km. 7h46m.

O 6 ruszamy z nieprzyjaznego kempingu. Poruszamy się główną drogą w kierunku wyspy Cres. Po 20km osiągamy Osor – miasteczko położone na południowym krańcu wyspy Cres. Znajduje się w nim zwodzony most łączący wspomnianą wyspę z wyspą Mali Losinj. Zwiedzamy osadę i przyglądamy się przepływającym przez cieśninę statkom gdy most zostaje podniesiony – mamy szczęście bo zdarza się to tylko 2 razy dziennie.
Przed południem opuszczamy Osor i kierujemy się na północ. Po 14km odbijamy na zachód i wpadamy na boczną drogę. Po kilku kilometrach zmienia się ona w niezwykle przyjemną szutrową trasę. Jedziemy sami przez 10km wzdłuż pól usłanych kamieniami i otoczonych kamiennymi murkami. Docieramy do zachwalanego w przewodniku Valun. Kąpiemy się w morzu odpoczywając, bo zwiedzać nie ma czego. Leniuchujemy nieco za długo. Robi sie późno a my dopiero wyruszamy w dalszą drogę. Ciągle pod górę i o 20 docieramy do głównej drogi na wyspie. 6km zjazdu i mijamy odwiedzone wczoraj miasto Cres. Dalej niestety 5km pod górę. Tę trasę pokonujemy już w ciemnościach. Włączamy czołówki i maszerujemy dalej. Docieramy do trasy, którą wczoraj zaczynaliśmy podróż po wyspie. Gasimy oświetlenie i szukamy noclegu. Śpimy praktycznie na kamienistym szlaku – tylko tutaj jest wystarczająco płasko. Mamy nadzieję, że nikt nas nie nakryje...
Dzień 4. Wtorek - 21 lipca. Wyspa Cres - Wyspa Krk - Wyspa Rab - Wyspa Pag. 42,3km. 3h57m.

Budzimy się o wschodzie słońca. Widoki rewelacyjne:) Zjeżdżamy w dół powoli - jest bardzo stromo. Klocki hamulcowe rozgrzewają się i co chwilę musimy robić postoje. Dojeżdżamy do przystani – stąd promem docieramy na wyspę Krk a dalej na wyspę Rab.
O 13.30 docieramy do miejscowości o tej samej nazwie czyli Rab. Znów piękna starówka, oczywiście zwiedzamy.
Po 3 godzinach wsiadamy na pokład prywatnej motorówki i odpływamy w kierunku Pagu. Okazuje się, że zapomniałem ładowarki z baterią do aparatu w punkcie info. Udaje mi się wyprosić u kapitana zawrócenie do portu:) Pasażerowie nie protestują więc odbieram zgubę i po chwili odpływamy raz jeszcze. Przed 18 lądujemy na wyspie Pag. Kąpiel w morzu na zakończenie dnia, potem jeszcze kilka kilometrów trasy i nocujemy u starszych państwa w ogrodzie. Porozumiewamy się na migi ale jest bardzo przyjemnie, dostajemy wodę na kolację:)
Dzień 5. Środa - 22 lipca. Wyspa Pag. 65,1km. 5h43m.

Wyruszamy o 6. Od razu łapię gumę – centymetrowy kolec sterczy z opony. Po 2 godzinach dojeżdżamy do miasta Novalja. Pełno hoteli, barów, pijani turyści na plaży – czym prędzej jedziemy dalej. 7km za miastem skręcamy w boczną szutrową drogę i w bardzo przyjemnych okolicznościach poruszamy się w kierunku miasta Pag. Najbardziej płaski odcinek od początku wyprawy. Na jednym z postojów spadam z kamiennego murku, z którego chciałem sfotografować okolicę. Podrapana noga i ręka ale aparat cały:)
O 12.30 osiągamy Pag. Zwiedzamy z przewodnikiem w ręku wszystkie ważniejsze zabytki, pływamy dla orzeźwienia. 4 godziny później ruszamy w dalszą drogę.
Po kilku płaskich kilometrach po czerwonej szutrówce wpadamy na asfalt. Od razu rozpędzamy się. Ja chyba trochę za bardzo – podczas jednego ze zjazdów od roweru odczepia się przyczepka... Na szczęście skończyło się na kilku rozdarciach i możemy jechać dalej.
O 19.30 przejeżdżamy przez most łączący wyspę Pag ze stałym lądem. Po kilku kilometrach udaje nam się znaleźć nocleg. Śpimy na podwórku jednego z przydrożnych domostw. Na kolację dostajemy 2 ogromne ogórki i 2 ogromne pomidory:)
Dzień 6. Nin - Zadar - Wyspa Ugljan - Wyspa Pasman. 65,7km. 6h01m.

Szybka pobudka i 5.15 jesteśmy już na szlaku. Tradycyjnie raz w górę raz w dół ale nie tak stromo jak na wyspach. Jedziemy szybko i o 8.30 jesteśmy w miasteczku Nin – pierwszej stolicy państwa chorwackiego. Obowiązkowe zwiedzanie.
Potem ruszamy w kierunku Zadaru. Postanawiamy jechać bocznymi ścieżkami. Kilka razy gubimy drogę, po kolei do celu pomagają nam dotrzeć – rodzina z Holandii, starsza pani z Włoch, miejscowy Chorwat i turysta z Czech:)
Ostatecznie o 15 docieramy do Zadaru. Starówka rewelacyjna, podziwiamy panoramę miasta z wysokiej wieży.
Po 3 godzinach spędzonych w mieście wsiadamy na prom i o 18.30 jesteśmy już na wyspie Ugljan w miejscowości Preko. Szybkie zakupy i stromym podjazdem wydostajemy się z miasta. Potem łagodniejsze wzniesienia i po godzinie przyjemnej jazdy przejeżdżamy przez most łączący wyspę Ugljan z wyspą Pasman.
Gdy zaczyna się ściemniać rozpoczynamy poszukiwanie noclegu. Udaje się prawie od razu – nocujemy u emerytowanego wojskowego na podwórku za domem. Gospodarz częstuje mnie rakiją, rozmawiamy niemal do północy. O wojnie domowej, polityce, problemach dnia codziennego, podobieństwach i różnicach między Chorwacją i Polską. O tym wszystkim, jak stwierdził Chorwat, o czym nie rozmawia się z turystami w hotelach – wszyscy przyjeżdżają tu odpocząć a nie rozmawiać na nieprzyjemne tematy...
Dzień 7. Biograd na Moru - Skradin. 78,1km. 6h09m.

Jak zwykle wstajemy wcześnie, choć i tak później niż zakładaliśmy – wyruszamy o 6. W bardzo szybkim tempie pokonujemy 15km i w ostatniej chwili wsiadamy na prom w kierunku stałego lądu.
Po 15 minutach rejsu wysiadamy w miejscowości Biograd na Moru. Miejscowość typowo turystyczna – odechciewa nam się zwiedzania. Zjadamy arbuza na przystani i ruszamy w drogę.
Coraz bardziej oddalamy się od wybrzeża, nie będzie więc morskich kąpieli. Na trasie nie ma też niczego godnego zwiedzania. Czysto rowerowy dzień. Słońce, upał i zdaje się ciągle pod górę. I tak przez 60km:)
Poznajemy Chorwację inną od tej opisywanej w przewodnikach. Biedne wioski, stare traktory, widać gdzieniegdzie dziury po kulach, zniszczone w czasie wojny domostwa. Przejeżdżamy drogą przez zaminowane wzgórze...
Po 20 zaczynamy szukać miejsca na nocleg, Niestety mamy mniej szczęścia niż na wyspach – za 4 razem rezygnujemy ze spania 'u ludzi' i jedziemy do miasteczka Skradin. Nie ma tam kempingu, śpimy więc za darmo na trawiastym parkingu w towarzystwie niemieckiej rodziny i motocyklistów z Austrii. Korzystamy z prysznica:)
Dzień 8. Skradin - Szybenik - Zablace. 40,0km. 3h30m.

Dzisiejszy dzień stoi pod znakiem zwiedzania. Wpierw odwiedzamy Park Narodowy Krka – a w nim słynne wodospady. Musimy przyznać, że robią wrażenie! Przejście wyznaczonymi ścieżkami zajmuje nam czas niemal do południa.
Później ruszamy w drogę do Szybenika. Jak co dzień słońce grzeje niemiłosiernie, na horyzoncie tylko kilka małych chmurek, a tu na dodatek bardzo stromy podjazd... Zaznaczony na mapie skrót okazuje się nieprzejezdny – wszystko to przez nielegalne wysypisko śmieci...
Jedziemy więc główną drogą. Około godziny 16 ukazuje się nam panorama miasta. Widoki rewelacyjne:) Zwiedzamy twierdzę św. Anny położonej na wzgórzu a o 18 zjeżdżamy do starego miasta. Zwiedzamy wg wskazań przewodnika ale i tak nie zdążymy zobaczyć wszystkiego. Musimy poszukać noclegu i wrócić tutaj nazajutrz. Śpimy w oddalonym od centrum o kilka kilometrów kempingu Zablace. Na kolację piwo Ozujsko i paluszki:)
Dzień 9. Szybenik - Trogir. 65,1km. 5h00m.

O 7 jesteśmy ponownie w Szybeniku i zwiedzamy dokładniej starówkę.
O 11 ruszamy dalej w głąb lądu. Znów upał i ciągle pod górkę. Za każdym zakrętem wydaje się, że może będzie płasko... ale nic z tego – znowu podjazd. Dookoła tylko zielone od krzaków pagórki.
Po kilku godzinach wyczerpującej jazdy osiągamy szczyt. A stąd... 7km zjazdu:) I znów piękne chorwackie widoki – panorama Trogiru i okolic robi na nas niezapomniane wrażenie.
We wspomnianym mieście jesteśmy po 17. Właśnie pokonaliśmy 500km po chorwackich szlakach – w nagrodę zjadamy 3,5 kilogramową połówkę arbuza:) Historia z poprzedniego dnia powtarza się – nie zdążymy zwiedzić miasta. Trochę kręcimy się po starówce. Po raz kolejny podczas wyprawy przebijam tylną dętkę. W centrum miasta! Śpimy na kempingu.
Dzień 10. Trogir - Split - Wyspa Brac. 46,0km. 4h14m.

Zaspaliśmy. W Trogirze ponownie jesteśmy po 8. Przez 3 godziny zwiedzamy miasto, potem wyruszamy w drogę do Splitu. Najbardziej płaski etap od początku wyprawy.
Po drodze otrzymujemy wodę w 2 butelkach po oranżadzie. Widok rowerzystów z bagażem w samo południe wzbudził w mieszkance bloku odruch litości:)
Po 30km dojeżdżamy do przedmieść Splitu. Przedzieramy się do starówki wśród samochodów i spalin. Od 16 do 19 zwiedzamy Pałac Dioklecjana wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Później wsiadamy na prom i odpływamy w kierunku wyspy Brac. Po 20 wysiadamy w mieście Supetar. Robimy zakupy na cały następny dzień. Pokonujemy jeszcze 6 km, niemal cały czas pod górę. U daje się znaleźć nocleg u bogatych gospodarzy. Proponują kolację i alkohol ale jesteśmy bardzo zmęczeni, z trudem więc odmawiamy i zasypiamy:)
Dzień 11. Wyspa Brac. Pustelnia Blaca. 50,5km. 4h41m.

Wyruszamy po 6. Kilka kilometrów główną drogą i skręcamy na południe na szutrówkę prowadzącą do pustelni Blaca – najważniejszego zabytku na wyspie.
Wspaniały odcinek – albo płasko albo z górki:) O 11 docieramy do parkingu, zostawiamy rowery i piechotą udajemy się w kierunku pustelni – górski szlak nie nadaje się na zjazd. Zwiedzamy pustelnię z chorwackim przewodnikiem:)
W południe wracamy na parking, godzinę później pedałujemy raźno w dół – w stronę wybrzeża. Niestety droga kończy się urwiskiem... Musimy zawrócić. Trasa ta sama tylko, że pod górę;) Na główną drogę na wyspie dojeżdżamy po 18 – kilka kilometrów od miejsca noclegu z poprzedniego dnia...
No cóż. Ruszamy jak gdyby od nowa – chcemy ujechać dziś jak najwięcej kilometrów. Pedałujemy do godziny 22. Śpimy w przydrożnych krzakach nie rozbijając nawet namiotu...
Brac – pechowa wyspa.
Dzień 12. Wyspa Brac - Makarska - Drvenik - Sucuraj - Wyspa Hvar. 80,0km. 6h04m.

Wschód słońca a my już jedziemy – 7km z górki:) O 6 w miejscowości Sumartin wsiadamy na Prom i niespełna godzinę później dopływamy do miejscowości Makarska. Zwiedzanie, zakupy i jedziemy dalej.
30 kilometrów riwierą makarską. Po raz pierwszy poruszamy sie tak blisko gór. Z jednej strony masyw Biokovo z drugiej morze. Piekna Chorwacja:)
Przed 14 docieramy do Drvenika a stąd promem przedostajemy sie na wyspę Hvar. W promowym mieście Sucuraj wyszukujemy zaciszną, kamienistą plażę, z dala od turystów i odpoczywamy nad wodą. Z trudem ale jednak przerywamy odpoczynek by wyruszyć na poszukiwanie noclegu.
Wieczorna jazda dostarcza niesamowitych wrażeń. Jak na tę porę dnia, widać jeszcze zarysy drzew, świeci księżyc. Jedziemy serpentynami z włączonymi czołówkami.
Po 21km od plaży o godzinie 21.30 wbijamy się w przydrożne zarośla. Dmuchamy matę wskakujemy do 1 śpiwora i zasypiamy.
Dzień 13. Wyspa Hvar. Jelsa - Sveta Nedjelja. 51,1lm. 4h30m.

Wyruszamy przed 5. Jest chłodno ubieramy więc długie rękawy i spodnie. O 6.30 jest już tak ciepło, że musimy ściągnąć wszystkie wierzchnie ubrania. W Zatrazisce kupujemy chleb i pachnące pączki w lokalnej piekarni:)
Kierujemy się główną drogą w stronę Jelsy. O 9 gotujemy zupę przy drodze, ja kolejny raz łatam dętkę. Pierwszy raz w Chorwacji narzekamy na jakość jezdni – zniszczona, wąska, tuż za krawędzią przepaść a barierek brak. Rekompensatą za stan nawierzchni są przepiękne widoki .
O 13 docieramy do Jelsy. Jak zwykle zwiedzanie, ładowanie baterii do aparatu i odpoczynek na plaży:)
Cztery godziny później ruszamy w dalszą drogę. Bardzo wąska droga wije się przez 3 km pod górę. Docieramy pod wjazd do tunelu. Tam znak – zakaz ruchu rowerem... Z opresji wybawia na Słoweniec – zabiera nas wraz ze sprzętem do swojego busa i przewozi przez niebezpieczny odcinek drogi.
Dalej jedziemy już o własnych siłach:) Zjeżdżamy serpentyną ostro w dół, dojeżdżamy do rozwidlenia i skręcamy na zachód. Po 10km jazdy drogą położoną 100m nad poziomem morza docieramy do miejscowości Sveta Nedjela. Mimo, że stąd każda droga opatrzona jest znakiem 'ślepa uliczka' jedziemy dalej wzdłuż morza po czerwonym szutrze.
Jest już po 20 i powoli zaczyna się ściemniać. Droga jest niesamowita –z prawej mamy skały, z lewej przepaść. Włączamy czołówki. Jest chłodno, wieje lekki wiaterek, świeci księżyc, na morzu ogromna księżycowa poświata i kilka światełek rozrzuconych po horyzoncie - to światła statków. Cudownie!!!
Po 23 zjeżdżamy z drogi w kierunku morza i odnajdujemy kawałek płaskiego terenu na nocleg. Co prawda będzie nas widać z drogi ale innej opcji nie ma. Rzucamy na ziemię śpiwory. Gabryśka zasypia, ja oczywiście fotografuję.
Północ. Nocleg 100 metrów nad morzem, 5 metrów od przepaści, szum wody, pełnia księżyca i kołyszące się na morzu światełka statków. Jeszcze jeden magiczny wieczór w Chorwacji...
Dzień 14. Wyspa Hvar. Hvar – Stari Grad. 42,3km. 4h14m.
Dziś znów wczesna pobudka. Podziwiamy poranne barwy chorwackiego wybrzeża. Jest tak pięknie, że 2 km drogi pokonujemy w 45 minut:)
O 7 szutrówka kończy się i wpadamy na drogę asfaltową. Po pokonaniu 15km od rana osiągamy miasto Hvar. Jest 8.00. Cały ranek kręcimy się po mieście. Starówka jak zwykle rewelacyjna.

Dopiero koło 14 wyjeżdżamy w kierunku Starego Gradu. Poruszamy się tzw. 'starą drogą' łączącą oba zabytkowe miasta. Droga jest niezwykle ciężka. Większość trasy jest pod górę a słońce praży niemiłosiernie... Krajobraz klasyczny – kamienne usypiska, krzewy, skarłowaciałe drzewa. Po drodze podziwiamy widok na Starigradski Zaljev. Ostatnie kilometry to przyjemny zjazd w cieniu drzew.
W docelowym mieście jesteśmy o 18. Na najbliższym kempingu wykupujemy nocleg, zostawiamy sprzęt i udajemy się na spacer po Starim Gradzie.
O 20.40 wracamy do namiotu na kolację. Fotograficzne plany zepsuły 2 piwa Karlovacko, które po ciężkim dniu ułożyły mnie do snu;) Obudził mnie Francuz, który z dziewczyną przemierza Chorwację na tandemie:) Ucinamy dłuższą pogawędkę, oglądam wehikuł kolegi po czym udajemy się do swoich sennych dziewczyn;)
Dzień 15. Stari Grad - Korcula - Półwysep Peljesac. 21,0km. 2h09m.
Wstajemy odrobinę za późno. Szybkie pakowanie i pędzimy na przystań promową. 8.15 start rejsu. Na promie wymieniamy się spostrzeżeniami z parami z Francji i ze Słowenii również przejeżdżającymi przez Chorwację na rowerach. 3 godziny później wysiadamy na brzeg w Korculi. W mieście spędzamy kilka godzin zwiedzając i odpoczywając nad morzem.
Stąd o 16.00 motorówką dopływamy na Półwysep Peljesac. Zwyczajowo postanawiamy odpocząć sobie na plaży:) Zjadamy kolację na kamieniach przy wodzie. Potem ruszamy dalej. Podziwiamy zachód słońca nad Orebicem. Po przejechaniu 16km docieramy do miejscowości Potomje. Jest już zupełnie ciemno i gubimy drogę. Żeby wrócić na trasę musimy przenosić rowery i odpięte bagaże po kilkudziesięciu schodach. Trafiamy na szutrówkę położoną na zboczu. Po raz kolejny w Chorwacji łapię gumę... Po 2-3 kilometrach postanawiamy zatrzymać się na noc. Co prawda będziemy musieli spać praktycznie na drodze ale trasa ta na pewno nie jest przejezdna dla samochodów więc nie powinno nam nic grozić...

Gabrysia denerwuje się noclegiem na dziko w takim miejscu, w związku z tym momentalnie zasypia;) Ja jeszcze fotografuję księżycową poświatę na Adriatyku. Kolejna piękne miejsce snu. Jeszcze ze śpiwora spoglądam na morze pod nami...
Dzień 16. Półwysep Peljesac - Ston - Wyspa Mljet. 65,3km. 6h06m.
4.45 – pobudka! Nikt nas nie nakrył, spokojnie więc ruszamy na szlak. Jedziemy wolno rozkoszując się widokami. O 9 dojeżdżamy do Trstenika i robimy postój. Dopiero w południe kończymy leniuchowanie i próbujemy odnaleźć drogę szutrową prowadzącą wzdłuż wybrzeża. Niestety sztuka ta nam się nie udaje i zmuszeni jesteśmy jechać po asfalcie główną drogą.

Zjeżdżamy na 'drugą stronę' półwyspu i stąd jedziemy w kierunku Stonu. Jako że zjechaliśmy do morza, znów musimy jechać pod górę. Potem przez niemal 30km jedziemy grzbietem półwyspu raz w górę raz w dół. O 17.30 osiągamy Ston. Pół godziny później podziwiamy okolicę z muru miejskiego - najdłuższego w Europie.
Jeszcze 3km podjazdu i osiągamy Prapratno. Jest 19 ale kasy biletowe Jadroliniji są zamknięte. Informacji w naszym języku udziela nam chorwacki marynarz – jego żona jest Polką:)
O 20.30 odpływamy w kierunku Mljetu. Po 3 kwadransach wysiadamy na ostatniej podczas naszej wyprawy wyspie.
Jest już zupełnie ciemno.Jedziemy uparcie pod górę. Ja mam nadzieję na znalezienie noclegu na dziko. Spanie na kempingu to dla mnie pójście na łatwiznę;) Jednak po 7 km nocnej jazdy kiedy nie wypatrzyłem ani jednego dogodnego miejsca do zjazdu z drogi (po jednej stronie zalesione zbocze, po drugiej zalesione urwisko) miga nam przed nami ogromny neon 'AUTOCAMP'. Gabryśka chyba by mnie zabiła gdybym sie nie zatrzymał;) Zatem wykupujemy bilety na 2 noce - jutro zwiedzamy wyspę i ponownie będziemy nocować w tym samym miejscu.
Dzień 17. Wyspa Mljet. 50,3km. 4h26m.

Wstajemy koło 7. Dziś w planie leniwy dzień. Mamy zamiar przejechać pętlę 2 razy 25km z kempingu do Parku Narodowego Mljet i z powrotem.
W zasadzie nie ma czego opisywać - jak zaplanowaliśmy, tak też zrobiliśmy. Za wstęp do Parku zapłaciliśmy 90kun (55zł) i nie było w nim nic, co uzasadniałoby tak wysoką cenę. Las i 2 jeziora. Po drodze widzieliśmy tysiące piękniejszych widoków i nie musieliśmy za nie płacić...
Z reporterskiego obowiązku napiszę: wyspa pokryta jest lasem na niespotykaną w Chorwacji skalę. Woda w Malo Jezero i Veliko Jezero była najcieplejszą w jakiej się kąpaliśmy podczas całej wyprawy. W cenę biletu do Parku był wliczony rejs statkiem na mini wysepkę na Veliko Jezero - tam zwiedziliśmy dawny klasztor franciszkanów. Wieczorem zerwał się bardzo silny wiatr, po raz pierwszy od początku naszego chorwackiego zwiedzania. Porywy wiatru nie miały stałego kierunku - targało nami na wszystkie strony:) Musieliśmy się trzymać środka drogi, żeby nie zdmuchnęło nas w przepaść.
Dzień 18. Dubrownik - Cavtat - Gruda - Kupari. 75,6km. 5h14m.
Zaspaliśmy! Jest tuż przed 5. W ekspresowym tempie pakujemy się i pędzimy do Sobry na jedyny w ciągu dnia prom do Dubrownika. Najszybciej pokonany przez nas odcinek podczas całej wyprawy – 11km jazdy na maksa:) Mimo bardzo długiego podjazdu udaje się i o 6.30 wsiadamy na podkład. Po 2,5h rejsu wysiadamy na stałym lądzie.
Zakupy, śniadanie w parku i kierujemy się na wschód – dziś chcemy dojechać do miejscowości Gruda:) Zwiedzanie Dubrownika zaplanowaliśmy na następny dzień. Niestety kilka kilometrów za miastem zaczyna kropić. Postanawiamy więc zatrzymać się na kempingu w miejscowości Kupari. Wykupujemy bilety na 2 noce, rozbijamy namiot, gotujemy obiad i po 15 ruszamy w drogę. Jedziemy bardzo szybko i po 45 minutach osiągamy Cavtat. Krótkie zwiedzanie i jedziemy dalej.

O 18 osiągamy graniczny punkt wyprawy - miejscowość Gruda:) Pamiątkowe zdjęcie przy znaku z nazwą miejscowości, przejeżdżamy przez miejscowość i ruszamy w drogę powrotną. 30km drogi przed nami a znowu zbiera się na deszcz. Pedałujemy dzielnie w lekkiej mżawce. O 20 na około 7km przed kempingiem podziwiamy pioruny nad Dubrownikiem. Kwadrans później wpadamy w sam środek burzy! Kompletnie przemoczeni przeczekujemy resztę nawałnicy na przystanku autobusowym. Po pół godzinie deszcz słabnie ruszamy więc w drogę. Droga jest śliska, jest ciemno ale dosyć ciepło. O 21 docieramy do kempingu. Na zakończenie wyprawy i na poprawę humorów wypijamy po piwku i zasypiamy.
Dzień 19. Dubrownik - zwiedzanie miasta. 0km. 0h0m :)
Śpimy do 8.00:) Pierwszy raz w ciągu wyprawy wysypiamy się choć trochę. Dzisiejszy dzień przeznaczamy na zwiedzanie Dubrownika. Rowery zostawiamy na kempingu, wsiadamy w autobus i ruszamy do miasta.
Zabytkowa część Dubrownika jest fantastyczna. Zwiedzamy i zwiedzamy. Osobiście nie lubię tłumów a w takim miejscu nie sposób ich uniknąć. 'Na szczęście' około 14 zaczyna padać deszcz i przegania z centrum część turystów;) Zwiedzamy prawie do godziny 20. Po całym dniu łażenia po mieście jestem bardziej zmęczony niż po jakimkolwiek dniu spędzonym na rowerze;)
Wieczorem wracamy na kemping. Wyprawa powoli zbliża się ku końcowi...

Dzień 20. Kupari - Dubrownik. 11,8km. 1h01m. Prom Dubrownik - Rijeka.
Wstajemy po 6. Smutno - ostatni nocleg pod namiotem... Wyruszamy z kempingu w drogę do Dubrownika. Mocno pod górę. Z wysokości podziwiamy raz jeszcze panoramę miasta. Jazda nieprzyjemna - intensywny ruch, ale nie jest aż tak źle jak myśleliśmy. Około 9 jesteśmy już na przystani. Ostatnie zakupy w Konzumie i udajemy się na prom.
O 10.00 wyruszamy w nasz ostatni rejs po Chorwacji. Z promu robię mnóstwo zdjęć - na niebie pojawiły się wspaniałe chmury - radość każdego amatora fotografii:)
Na promie zajmujemy najlepsze strategicznie miejsce na pokładzie ogólnym - tuż przy ścianie, gdzie można zasnąć na kanapach. Gabrysia śpi na kanapie ja na podłodze na macie.
Zasypiamy przed północą.

Dzień 21. Plitvicka Jezera.
O 7.00 dopływamy do Rijeki. Autobusy na lotnisko (gdzie zostawiliśmy samochód) kursują rzadko i są bardzo drogie. Ruszamy więc na rowerach. Gabrysia nie chce jechać magistralą adriatycką więc po kilku kilometrach zostaje na przedmieściach Rijeki na jednym z placów zabaw. Ja zostawiam przyczepkę i ruszam sam w dalszą drogę.
Jazda rowerem główną trasą to nieprawdopodobna męka. Droga wąska, z jednej strony skały z drugiej przepaść, kierowcy pędzą jak szaleni...
Po 30km od Rijeki docieram na parking. Najważniejsza informacja – auto stoi na swoim miejscu:) Pakuję rower do samochodu i ruszam po Gabrysię. Po 3 tygodniach w siodełku, dziwnie się czuję oglądając świat przez szybę...

Z Rijeki jedziemy już samochodem zwiedzić Park Narodowy Jezior Plitwickich. Tuż przed naszym wejściem do Parku przeszła burza. Jest też dosyć późno - wchodzimy dopiero o 17.30. Zdążymy więc przejść tylko najkrótszą trasę ale i tak jest co podziwiać...
Dwie godziny później wyruszamy w drogę powrotną do Polski.
Wyprawa Wyspy Chorwacji 2009 zakończona!!! :)
Uczestnicy wyprawy:
Gabriela Handzel
Janusz Gruda
Więcej zdjęć, pełna relacja a także opisy innych wypraw na naszej stronie internetowej: www.gruda.com.pl
Sponsorzy:
Dobresklepyrowerowe.pl - importer i dystrybutor sprzętu rowerowego - 20% rabatu na rower dla Gabrysi: AUTHOR Vista 2008 oraz gratis strój kolarski dla Janusza z serii 'Dobre Sklepy Rowerowe'
Crosso - producent bagażników i sakw rowerowych - 25% rabatu na bagażnik tylny.
Extrawheel - producent jednokołowych przyczepek rowerowych - 20% rabatu na przyczepkę Classic.
Serwis BikeFama.pl oraz wortal Rowerowe.net sprawował patronat medialny nad wyprawą

| « poprzednia | następna » |
|---|

